Skocz do zawartości

Torfowisko - Cephalotusa - Mysłowice


Rekomendowane odpowiedzi

Świetna relacja. Mam nadzieję, że roślinki, co do których nie jesteś pewien czy przetrwały, w końcu odbiją. Szczególnie ciekaw jestem jak poradzi sobie Cephalotus i teoretycznie niezimujące rosiczki. U mnie w środku zimy Cephalotus też wyglądał bardzo fajnie, a teraz niestety dużo gorzej... Ale uciąłem część nadziemną i czekam na rozwój wydarzeń. Capensis też słabo. Muchołówki również mi powybijało, ale kłącza wyglądały dobrze, więc wcisnąłem w ziemię i liczę, że dadzą radę.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • 5 weeks later...
  • Odpowiedzi 47
  • Created
  • Ostatniej odpowiedzi

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Taka mała aktualizacja fotograficzna.

Podczas ostatniej wizyty na torfowisku dokonałem ważnej zmiany - wysiedliłem torfowisko węglanowe. A jeszcze przed tym, moja teściowa wymieniła siatkę ochronną i zdecydowanie poprawiła sposób zabezpieczenia torfowiska na o wiele lepsze i bardziej eleganckie. Przez krótki czas, kiedy ściągnąłem starą siatkę, kosy dorwały się do torfowca i urządziły w nim masakrę. Tyle wokoło zielonego, a one muszą się pchać w rosiczki...

20200502_164419a.jpg

 

20200502_164422a.jpg

20200502_164447a.jpg

Oprócz tego posadziłem swoją torfową poduszeczkę z kaskady, ponieważ była już tak wysoka, że bardzo łatwo wysychała i jeżeli nie miała stałego dostępu do wody (a na wiosnę nie mongowałem w czasie przymrozków pompki), to torfowiec zaczął nadmiernie przesychać. Na dnie tej cudownej gąbeczki torfowiec zaczął się powolutku storfieć. Całość będzie stanowić fantastyczne miejsce dla bardzo delikatnych i rzadkich roślin. Głównie będę chciał tam wsadzić rzadkie storczyki i rośliny towarzyszące. Ponieważ Cahaedaphne calyculata 'nana' czuje się na torfowisku w gruncie za dobrze, chyba z tej poduszki wyciągnę później resztę. Roślina jest cudowna! Nie wymaga warunków torfowiskowych, ale kwaśne i wilgotne, torfowe podłoże to raczej mus. Jeżeli będą chętni, to ustabilizowane sadzonki później - myślę, że jesienią - chętnie oddam.

Cześć węglanowa jeszcze potrzebuje wykończenia, ale nie jest ono tak super istotne dla jego funkcjonowania. Teraz czekam, aż sobie to pozarasta i stworzy ochronę przed przymrozkami i podłoże nie będzie już tak pracowało.

20200502_164458a.jpg

Do części kwaśnej dosadziłem też kilka roślin:

Sarracenia flava var. flava, Anthocyanin free. Shallotte, Brunswick Co. F271MK (Hungry Traps)

Sarracenia flava var. ornata x oreophila "De Kalb" clone B (Capensi)

Sarracenia flava var. rugelii "Milton, Florida, USA" (Capensi)

Sarracenia flava x psittacina (Capensi)

Sarracenia leucophylla ( L2 x L22D ) (L30A M. Srba) (Hungry Traps)

Sarracenia leucophylla, Large purple and white, North Florida (Hungry Traps)

Mieszace:

Sarracenia flava x psittacina (Capensi)

Sarracenia leucophylla, Very white, thin red veins. Meeting Mira (Hungry Traps)

Sarracenia leucophylla x S. x moorei Adrian Slack, clone UC #3 (Hungry Traps)

Sarracenia leucophylla x S. x moorei Adrian Slack, clone UC #3 (Hungry Traps)

Sarracenia (leucophylla x flava var. rugelii) x moorei 'Adrian Slack' clone 1 (Capensi)

Sarracenia ‘White Knight’ (Hungry Traps)

Sarracenia oreophila x alata 'black tube' (Capensi)

Sarracenia 'Sky Watcher' (Capensi i Kon000r)

Sarracenia x 'Llama' MK H108 (Hungry Traps)

Sarracenia x rehderi (Capensi)

 

Kolejne do mnie zdążają:

Sarracenia leucophylla "Helmut's Delight" (Christian Klein)

Sarracenia psittacina "Neon !", (all green Wewahitchka, Co x Baldwin) (Christian Klein)

Sarracenia psittacina var. heterophylla, Wewahitchka,Fl, (Christian Klein)

Sarracenia rubra ssp. rubra "Long Lidded Form", North Carolina, (Christian Klein)

Sarracenia rubra ssp. wherry "Orange Flower"(Christian Klein)

Sarracenia x Carnilandia, (flava red tube x oreophila large red pitchers) (Christian Klein)

Sarracenia leucophylla Helmuts Delight x Leah Wilkerson (Christian Klein)

Po tym, to jeżeli czegoś nie wysiedlę, to nie specjalnie jestem w stanie zmiećić więcej kapturnic. Jest w tym torfowisku jeszcze kilka moich dawnych form, które miałem od dawien dawna, z tym, że tak koszmarnie zmarniały w poprzednich warunkach, że nie przypominały siebie. Jak wynormalnieją, wówczas odzyskają swoje nazwy.

Z roślin towarzyszących dosadziłem:

Ledum groenlandium 'Compactum'
Andromeda polifolia
Andromeda polifolia 'Nikko'

Postanowiłem zrobić eksperyment z Dodacatheon maedia - bożykwiatem. Kupiony rósł w czystym torfie, jak nic. Niby nie jest to gatunek torfowiskowy, ale powinien znieść takie warunki. Jeżeli nie, to tylko jego część trafiła na torfowisko, większość poszła na rabatę. Zawsze może reszta też tam wylądować, w razie konieczności.

20200503_152840a.jpg

20200503_152846a.jpg

20200503_152849a.jpg

20200503_152854a.jpg

20200503_152857a.jpg

Jeszcze kilka roślin trzeba będzie powoli doszukać, szczególnie storczyków, a z nich kukułek - Dactylorhiza spp., które w znacznej większości uwielbiają takie warunki.

Dosadziłem mnóstwo siewek kręczynki Spiranthes cernua 'Chadds Ford'. Teraz będę tylko czekał, aż wszystko zacznie się powolutku rozrastać, a może i nawet nasiewać, na co gorąco liczę.

Zaskoczył mnie Platanthera ciliaris, tylko jedna roślina padła, bodajże 6 ma się doskonale, oraz dwie u mnie na starym torfowisku. Nie jest źle, bałem się, że więcej nie przeżyje. Powolutku całość budzi się do życia. Brakuje temu porządnego podlania i odpuszczenia resztek niedoszłej zimy i mam nadzieję, że będzie się powoli działo.

Okazało się, że trzy kapturnice straciły swój główny stożek wzrostu - zapleśniał. Dwie miały go pod ziemią, a S. psittacina była nadmiernie zbita i część stożków, wystających wysoko nad podłoże tego po prostu nie przeżyła. Z derugiej strony jedna S. leucophylla var. alba, która prawie wisi w powietrzu nad torfem, uchwycona korzeniami, ma się doskonale, choć obawiałem się, czy w ogóle przetrwa zimę w takiej sytuacji - przetrwała cudownie. Martwią mnie jedynie potencjalne przymrozki, czy nie zetną mi wszystkich nowych liści, co szczególnie u S. oreophila i jej mieszańców mogłoby skończyć się małą katastrofą. Sam torf z wierzchu jest wręcz ciepły, nawet, przy niskiej temperaturze, tak go słońce ogrzewa, ale w głębi jest lodowaty.

Drugą dużą niespodzianką były muchołówki, forma Red Dragon, która jest o wiele, wiele bardziej zaawansowana we wzroście, jak wszystkie formy zielone. Zapewne ciemny kolor pozwala jej nagrzewać się szybciej, więc i szybciej wystartować. Myślę, że mogłoby się okazać, że w naszym klimacie, na zewnątrz lepiej poradzą sobie właśnie formy czerwone. Zobaczymy, czy się nasieją i cokolwiek z siewek przetrwa.

20200503_184047a.jpg

Myślę, że kolejne aktualizacje będą bardziej nakierowane na poszczególne gatunki. Może wezmę ze sobą cyfrówkę, to będą lepsze zdjęcia.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po głównym stożku wzrostu straciły:

Sarracenia alata var. atrorubra A5
Sarracenia 'Juthatip Soper'

Obie były lekko zagłębione w podłożu, z czego pierwsza zdecydowanie miała zakopane kłącze.

Najbardziej ucierpiał jednak krzaczek S. pstittacina - osobnik, który był olbrzymią kępą i z tego powodu kilka stożków było ewidentnie uniesionych ponad poziom podłoża jak palmy. Dla kontrastu, osobnikowi obok, który też jest kępką ale na poziomie gruntu - nic mu się nie stało. Nie wiem na ile też mogła to być moja wina i ścięcie starych, choć żywych liści w połowie marca mogło do tego doprowadzić. W końcu stworzyłem w warunkach chłodu i przygruntowej wilgoci żywe rany. Zwykle obcinałem stare liście, gdy wychodziły już kwiaty i temperatury były stale dodatnie, ale z powodu incydentów w ułamywaniu pędów kwiatowych i nowych, młodych liści, postanowiłem usunąć stare liście przed początkiem wegetacji. Nie ma mnie tam na stałe, nie wiedziałem, w jakim stadium wegetacji zastanę je ponownie.

Z drugiej strony zostawiłem stare liście na zimę celem ochrony stożków przed potencjalnym, mroźnym wiatrem, a tymczasem na przygruntowe przymrozki ściąłem je w połowie marca. Nie wykluczam, że to też mogło być przyczyną infekcji tych pojedynczych roślin. Musiałbym zrobić eksperyment i połowie kapturnic obciąć liście na zimę, a połowie tak, jak teraz albo później. Trudno będzie mi jednak zrobić to miarodajnie, żeby te połowy były sobie równe, bo tam prawie każda roślina jest inna. Jedne będą młodsze, inne starsze, jedne zagłębione w podłożu, kolejne na powierzchni, te grupy nie będą sobie zbliżone.

Śmierć S. 'Ladies in Waiting' na pograniczu z częścią wapienną, jako jedną z ofiar jonów wapniowych czy śmierć S. x rehderi krótko po posadzeniu na świeżym torfowisku (moja wina za długo trzymałem odpakowaną roślinę) trudno uznać za negatywny efekt samego torfowiska. Podobnie jak obumarcie głównych stożków wzrostu dwóch odrębnych roślin, skoro, jak na razie, cała reszta wygląda, że ma się dobrze. Czas pokaże. Gdzieś tam te ofiary się trafiają chyba każdemu, nawet w szklarniach. Mówię chyba, bo o tym musieliby napisać hodowcy, którzy trzymają kapturnice w szklarni, czy corocznie mają jakieś pojedyncze całkowite lub częściowe straty.

Jeżeli ofiar w szklarniach nie ma, a u mnie były dwie niemiarodajne i dwa uszczerbki na zdrowiu, bez całkowitego zgonu (bo te rośliny dalej rosną, w częściach kłącza), to ja osobiście jestem bardzo zadowolony z efektów. Myślę, że bardzo dużo powie jeszcze ten rok i może jakaś reprezentatywna zima.

Nie znalazłem U. monanthos... i choć w marcu go ewidentnie widziałem, tak teraz nie udało mi się go odszukać. Muszę go oetykietować, bo mi się gubi. Zdziwiłbym się, gdyby padł.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla pocieszenia napiszę, że i w hodowlach parapetowych i w szklarniach (nawet u profesjonalistów) zdarzają się straty :). To jest naturalna kolej rzeczy, że rośliny czasem zachorują, czasem je za bardzo przemrozi/przeleje/przeschnie etc. - wydaje mi się, że jak na warunki zewnętrznego torfowiska i ilość roślin, które tam są, to straty są naprawdę mikroskopijne.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Neodot ma racje, to bardzo dobry wynik jak na taką ilość roślin na torfowisku. Zdziwiłem się nawet, że tak mało strat masz. Tyle się słyszy o tym, że nie każdy gatunek się nadaje na torfowisko, a u Ciebie zdecydowana większość dała radę.
Ciekaw jestem jak będzie wyglądała sprawa kondycji roślin po zimowaniu pod gołym niebem.

Kurde! Smutek mnie wziął, kiedy usłyszałem o U. monanthos. Liczę na to, że jednak go przeoczyłeś w pośpiechu :D
Gniłem z ciekawości przez tą zimę, zadając sobie pytanie jak ten gatunek zniesie naszą polską zimę.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Wam za krzepiące słowa. :)Myślę, że na koniec maja będzie już wiadomo, jak przebiegła ta zima. Trudno ją uznać za normalną, więc trzebaby poczekać na inną, bardziej mroźną. Typowe, polskie zimy są śnieżne, a śnieg to jednak ochrona dla gleby i roślin, więc ta nie miała nic wspólnego z typową zimą. Teraz po gwałtownym ociepleniu znowu przyszły chłody, to też jest nienormalne. Dlatego tak bardzo czekam na trwałe ciepło, bo dopiero wtedy będzie już wiadomo, jak przebiegł ten okres spoczynku i ile jest strat. Ale wydaje się, że poza S. 'Ladies in Waiting' trwałych strat nie powinno być.

U mnie już U. monanthos przeżywał mrozy ma zewnątrz, więc mam nadzieję, że po prostu go nie zauważyłem. Kojarzę rejon, w którym go wsadziłem, ale on się nie rozrósł za wiele przed zimą. Jeszcze będę go wypatrywał kolejnym razem. Ewentualnie mam go asekuracujnie w doniczce. Także będę mógł ponownie wysadzić i przyjrzeć mu się jeszcze raz. Zaskakującą byłaby jego śmieć po marcu, choć wierzę, że przygruntowe przymrozki mogłyby być dla niego gorsze, jak regularny mróz. Sporo wtedy ziemia pracowała. Muchołówki powybijało z podłoża, a przynajmniej część z nich. Myślę, że musi całość się związać albo zarosnąć kobiercem drobnych mchów. Ja bym tego gatunku jeszcze nie skreślał. Będę też chciał dosadzić U. dichotoma w innym miejscu, widziałem, że na torfowisku w Niemczech dawał radę, a co mi szkodzi spróbować?

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też jestem zdania, że tego roku nie była to normalna zima i to mogło mieć duży wpływ na rośliny, szczególnie ocieplenie, po którym nastąpiło mocne oziębienie. Sam wyniosłem część roślin na zewnątrz w marcu (w wcześniejszej powolnej aklimatyzacji) i jak już tylko zaczęły odbijać nastąpiły zimne dni i noce. Nie wiem jak to wpłynęło na małe muchołówki bo niektóre do dziś się nie wybudziły, choć wyglądają jakby były jeszcze nadzieje. Helka mi padła, z kapturnic licho wygląda Chelsoni, natomiast najlepiej odbiły Scarlet Belle. Purpurea ssp. venosa wczoraj widziałem, że również się przebudza, dużo szybciej niż jej smerfia odmiana. Wystawiłem na zewnątrz również pigmejki, niektóre lepiej to zniosły, niektóre gorzej. Co prawda wszystkie pięknie się wybarwiły na czerwono, to pewnie z powodu różnicy oświetlenia na parapecie a na zewnątrz, Scorpioides jest nie do porównania do tego co jest w domu, ale niektóre wyglądają jakby im się nie spodobało na zewnątrz - cóż, muszą być twarde. Capensis Ci nie odbija, jak zrozumiałem? Może to też z tego powodu, że dość późno go dosadziłeś, mógł nie zdążyć się dobrze ukorzenić. Może to nie ma nic wspólnego, ale podobnie miałem z miętą dwa lata temu (tak, mięty też uprawiam, mam z "smaków"). Trzymam kciuki za wszystkie, których jeszcze nie widać, może jak będzie więcej słońca, odbiją :) Wciąż podziwiam Twoje torfowisko i czekam, aż wróci do siebie po zimie! Pozdrawiam

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • 2 weeks later...

Hejka,

D. capensis mi nie odbija jeszcze, myślę, że jest dla niej ciągle za zimno. Zresztą teraz były takie spadki temperatur, że to nie jest dziwne. Jednej nocy musiał być przygruntowy przymrozek, gdyż niektóre kwiaty niskich rododendronów przemarzły, podobnie jak młode pędy winogron. Natomiast nie zauważyłem żadnej negatywnej zmiany na torfowisku. Ile było na minusie, tego nie jestem w stanie powiedzieć, ale na pewno niewiele.

Jestem już pewien, że Utricularia monanthos "Queenstown"nie przeżył zimy. Nie wiem, w jakich okolicznościach padł, ale znalazłem go na zdjęciach i wiem, gdzie dokładnie się znajdował - nie ma po nim śladu. Wiem, że miał nieco większe liście od tego, którego miałem bez lokalizacji. Nie wiem, czy powinienem był mu dać podłoże bardziej piaszczyste. Posadziłem go jeszcze w 3 miejscach na powrót, podobnie wsadziłem U. dichotoma. Będę jeszcze szukał U. monanthos bez lokantu, może tamten okaże się bardziej wytrzymały, chyba, że robię coś nie tak.

Mam ciekawą obserwację, mianowicie Dactylorhiza fuschii oraz Darlingtonia californica, które rosną w różnych miejscach są w różnych fazach wzrostu zależnie od wilgotności podłoża! Mianowicie Darlingtonia, która rośnie w mokrych warunkach w najniższym punkcie torfowiska już dawno ruszyła ze wzrostem i wybiła się z liściem ponad torfowiec, podczas gdy jej koleżanka rosnąca w torfowcowym oczku powyżej, mając jedynie wilgotne podłoże jeszcze nie ruszyła się ze spoczynku! Podobne zachowanie ma kukułka D. fuschii, osobniki w wilgotniejszych miejscach są znacznie bardziej zaawansowane, niż te w miejscach mniej wilgotnych. Podczas gdy ta z najbardziej mokrego punktu jest już w pełni otwarta, osobniki z okolicy środka torfowiska są jeszcze w mocnych pąkach. Ponieważ jest jej tam więcej tę prawidłowość widać na kilku roślinach. Różnica może wynosić nawet do 2 tygodni. Skąd taka dramatyczna różnica, tego nie wiem.

Na pewno bardzo późno ruszą S. leucophylla, większość już wystartowała i z liśćmi prym wiodą S. oreophila. Może z powrotem ciepła to się trochę wyrówna. Dopóki wszystko nie porośnie, nie będę mógł nic powiedzieć o stratach. Nie chcę grzebać za stożkami wzrostu, bo już jeden nowy liść prawie ułamałem odkopując stożki wzrostu. Także czekam.

Pozbyłem się siatki, bo choć pomocna, przeszkadzała w podziwianiu torfowiska. Postawiłem kruki, które zakupiła teściowa. Podobno kosy trzymają się od nich na dystans, a wróble i gołębie się ich nie boją. Zobaczymy, czy faktycznie spełnią swoją funkcję. Atrapy są na tle realistyczne, że przyszła kotka sprawdzić, co to takiego, więc na pewno z dystansu wyglądają realistycznie.

Ruszyła Pogonia ophioglossoides - kilka kwiatów będzie, mam nadzieję, że z czasem troszkę się rozrośnie.

Niepotrzebnie ścinałem liście S. purpurea i S. psittacina - wyglądają jak łyse papugi trochę.

Dosadziłem już ostatnią partię kapturnic:

Sarracenia leucophylla "Helmut's Delight" (Christian Klein)

Sarracenia psittacina "Neon !", (all green Wewahitchka, Co x Baldwin) (Christian Klein)

Sarracenia psittacina ssp. okefenokeensis Liberty Co (Christian Klein)

Sarracenia psittacina var. heterophylla, Wewahitchka,Fl, (Christian Klein)

Sarracenia rubra ssp. rubra Shallote, NC (Christian Klein)

Sarracenia rubra ssp. rubra "Long Lidded Form", North Carolina, (Christian Klein)

Sarracenia rubra ssp. wherry "Orange Flower"(Christian Klein)

Sarracenia x Carnilandia, (flava red tube x oreophila large red pitchers) (Christian Klein)

Sarracenia leucophylla Helmuts Delight x Leah Wilkerson (Christian Klein)

Teraz tylko zostało mi kilka rzadszych storczyków i jakieś pojedyncze rośliny towarzyszące które będę powoluteńku odnajdował. Wysiałem nasiona Sabatia kennedyana oraz Eriophorum vaginatum - zobaczymy czy cokolwiek wzejdzie.

Posadziłem dwie Spiranthes sinensis jedną po prostu w torfie z piaskiem, drugą koło wyżej położonej darlingtonii, zobaczę, gdzie i jak porośnie, bo trzeba rozgryźć ten gatunek - jest przecuowny.

Dosadziłem też Dactylorhiza incarnata, ale nie wiem czy to był dobry pomysł, bo doczytałem, że ona rośnie na torfowiskach węglanowych i nie wiem, czy nie będzie głodować na kwaśnym... Może jednak przesadzę większość na węglanowe, a z 1-2 zostawię na próbę na kwaśnym, zobaczyć, jak to zniosą.

Na część wapienną wsadziłem Gymnadenia conopsea i formę gęstokwiatową. Primula scandinavica oraz Primula norvegica. Przeniosłem też prawie wszystkie swoje mrozoodporne tłustosze z kastr, bo tam nie pamiętałem, aby o nie dbać.

Trochę nie mogę się doczekać, aż kapturnice zakwitną i pokażą swoje dzbanki. Patrząc na listę kapturnic, trudno uwierzyć, że upchałem ich tam aż tyle, powinny mieć dość miejsca dla siebie. Oby tylko im się to miejsce spodobało i z pełnią lata zachwyciły swoim wyglądem. :)

20200515_110620.jpg

20200515_110631.jpg

20200515_110638.jpg

20200515_110647.jpg

20200515_110656.jpg

20200515_110658.jpg

20200515_110709.jpg

20200515_110727.jpg

20200515_110733.jpg

20200515_110737.jpg

20200515_110741.jpg

20200515_110746.jpg

20200515_110756.jpg

20200515_110804.jpg

20200515_110826.jpg

20200515_110833.jpg

20200515_110849.jpg

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zapomniałem napisać, że D. binata ruszyła już w dwóch miejscach. Niestety nie we wszystkich. Jestem ciekaw, czy przeżyła w pozostałych punktach. Na pewno na granicy z częścią wapienną padła jeszcze przed zimą, pozostałe miały się dobrze. Na pewno ten gatunek zdecydowanie lepiej się czuje, gdy ma torfowca do dyspozycji i zastanawiam się czy jednak jakiegoś osobnika nie posadzić w torfowcowej poduszeczce, tam powinien czuć się lepiej. Kolejna relacja mam nadzieję, że będzie z końca maja. Potem to już może być dopiero z lipca...

Macie jeszcze może jakieś pomysły na rośliny?

D. aliciae padły, zobaczymy czy odbiją od korzenia. Myślałem też o D. spatulata, tylko musiałbym poszukać klonu z jakiś chłodniejszych rejonów.

Posadziłem jedną D. arcturii, bo się zaplątała niechcący. Znaleźć D. murfettii będzie ciężko. Widziałem, że doskonale w kwaśnym podłożu radzi sobie po prostu P. grandiflora, co chciałbym później sprawdzić, bo on wygląda po prostu genialnie. Naszła mnie myśl na P. antarctica, gdyby się udało zdobyć. P. villosa odpada totalnie, gdyż jemu podłoże nie może się nagrzewać, a to miejsce się nagrzewa. Ten gatunek w hodowli u as tylko w chłodnej piwnicy i sztuczne oświetlanie, i 9 miesięcy spoczynku.

Naszła mnie myśl o D. peltata, ale takie potencjalnie mrozoodporne są w Chinach i nie mam bladego pojęcia, jak zdobyć taki genotyp. Jest kilka tłustoszy, które rosną na kwaśnych podłożach, jeżeli nadarzy się okazja, zakupię je i popróbuję.

U. conurta trochę się boję nie ukrywam, że zrobi się chwastowaty i mi totalnie całość zarośnie. Wolałbym, żeby zrobił to U. monanthos i/lub U. dichotoma.

D. linearis odpada, bo ona musi być zalana na zimę, a ja nie mam na tym torfowisku takich możliwości, choć chętnie spróbowałbym ogólnie uprawiać ten gatunek, bo mogłoby być fajnie. Na pewno turiony dramatycznie znoszą przymrozki. Być może, gdyby był regularny śnieg, to dałyby radę, ale tak to już przy obecnych zimach niestety nie radzą sobie.

Mam jednego osobnika D. Anfil, rośnie koszmarnie chimerycznie, jak na razie. Muszę go rozmnożyć z sadzonki liściowej i spróbować w różnych warunkach, bo też wygląda bardzo przyjemnie.

Tak lekką dygresją. Zauważyłem, że Darlingotnia stała się koszmarnie trudna do zakupienia. Mam nadzieję, że jak porośnie na torfowisku, to będę jej stałym źródłem dla chętnych. :)

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trzymam kciuki za wszystkie rośliny, szczególnie za darlingtonię. Mam kilka siewek ,mam nadzieję że doczekam ich dorosłej formy.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • 2 weeks later...

Taka ciekawostka odnośnie darlingtonii, jedną posadziłem przy odpływie - miała mokro, drugą w połowie wysokości torfowiska - miała jedynie wilgotno. Ponieważ chciałem sprawdzić, jak będą rosły w wilgotnych i mokrych warunkach w naszym klimacie, to je rozdzieliłem w ten sposób. Posadzone w tym samym czasie, w taką samą mieszankę podłoża. Światła miały dokładnie tyle samo, różniła je tylko i włącznie wilgotność podłoża. Darlingtonia u mnie w kaskadzie - miała mokro - dawno rośnie. Darlingotnia z Mysłowic z poziomu odpływu ruszyła raptem z tydzień po mojej z kaskady. No i tutaj robi się ciekawie, darlingotnia z wilgotnego stanowiska stoi, zero wzrostu. Stożek wzrostu jest przepiękny, odsłoniłem go spośród torfowców, normalnie zero zamiaru do wzrostu, choć słońce momentami porządnie dogrzewa. Najwyraźniej ta roślina potrzebuje mieć wiosną mokro, aby zastartować ze wzrostem. Ponieważ jest już koniec maja, a pozostałe dwie darlingotnie rosną już od jakiś 3 tygodni i mają liście po dobre 6-7 cm, to postanowiłem przesadziłem śpiocha do poziomu odpływu. Trochę się tam teraz gęsto zrobiło, bo cztery to trochę sporo, zważywszy, że jeszcze urosną. Natomiast obstawiam, że w ciągu tygodnia od przesadzenia jej, zacznie rosnąć. Będę tam po tygodniu, więc zobaczymy. Ta obserwacja była dla mnie bardzo ciekawa. System korzeniowy ma zdrowy, kłącze zdrowe, stożek na końcu kłącza przecudowny, z tym, że jeszcze nie poczuła wiosny.

Dzisiaj z Niemiec doszła do mnie malina moroszka. Poprzednia próba uprawy tego gatunku nie powiodła się. Teraz spróbuję w podusi z torfowca i zobaczymy, co mi z tego wyjdzie.

Zauważyłem też, że kapturnice posadzone późno jeszcze nie ruszają za mocno. Myślałem, że S. leucophylla jest późna, ale to nie do końca jest prawda, ponieważ miałem swoje S. leucophylla, zabiedzone, ale własne, które rosły w gruncie i ja je z dorodnym systemem korzeniowym przesadziłem. Nie wiem, które to są, bo nie mają etykiet. Były tak zabiedzone, że muszą puścić jakieś liście, abym dowiedział się, która jest która. Natomiast wszystkie już ruszyły i to bardzo porządnie. Te, które były kupne, posadzone, jako odcięte kłącze przed wysyłką, nie ukorzeniły się za specjalnie, one są wyraźnie spóźnione. Spodziewam się, że za rok, po całym okresie wegetacyjnym w podłożu, stosownie się ukorzenią i będą ruszały wcześniej. Chyba, że niektóre lokanty są jednak późniejsze.

Bardzo spóźniona jest S. minor. Żyje, ale ani śladu wzrostu. Zastanawiam się, czy w jego kwestii nie będzie podobnie, jak w przypadku darlingtonii. Ponieważ dostałem dorosną kępkę, nie ma mowy o odcinaniu kawałka kłącza. Zastanawiam się, czy nie posadzić jakiejś. S. minor w mokrych warunkach, ale  nie wiem, jak wtedy zniesie zimę. Może okazać się, że na torfowisko S. minor nie jest specjalnie najlepszy. Rozmyślam, czy nie zrobić eksperymentu i kilku roślinom nie pozostawić liści do momentu wzrostu nowych i zobaczyć, jak to wpłynie na ich start względem pozostałych. Usunąłbym tylko całkowicie martwe fragmenty. Ma ktoś jakieś obserwacje w tym kierunku?

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie kosy w kwietniu - przed majowymi deszczami to też kłopot - pamiętam ja je przyłapałem na kąpieli w kastrach z kapturnicami.

Ciekawa obserwacja z Darlingtonią - wstawisz zdjęcia z obu miejsc?

Moja obserwacja odnośnie tego gatunku jest taka jak większości hodowców - po prostu nie lubi gdy podłoże się nagrzewa.

 

D. m. Red Dragon - u mnie też najwcześniej z wszystkich kultywarów rozpoczyna wzrost.

 

 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, fly guy napisał:

U mnie kosy w kwietniu - przed majowymi deszczami to też kłopot - pamiętam ja je przyłapałem na kąpieli w kastrach z kapturnicami.

Ciekawa obserwacja z Darlingtonią - wstawisz zdjęcia z obu miejsc?

Kruki ewidentnie działają. Ale potrzebny jest jeszcze trzeci przy tym torfowisku, bo jeszcze delikatnie pogrzebały w otaczającej korze po przeciwnej stronie do kruków. Zrobiły za to szkodę na torfowisku węglanowym, bo wyryły trzy tłustosze na jego krawędzi. Posadziłem, przeżyły, ale odchorują to trochę. Także tam też będzie potrzebny kruk.

Zdjęcia obu miejsc są powyżej. W ostatniej relacji. Jest grupka darlingtonii posadzone w torfowcu, koło chamedafne i kukułek. Przy czym trzy nowe dosadziłem wiosną. Przedłużyłem fragment podłoża dla darlingtonii i nakryłem czerwonym torfowcem, który hodowałem sobie wcześniej dla helek, ale zmienił swój cel. Nie widać specjalnie za bardzo wzrostu w tej przezimowanej darlingtonii, ale uwierz, że był znaczny. Natomiast ta druga darlingtonia jest w takim torfowcowym placyku z dwoma storczykami (rozety liściowe) za towarzystwo. Tam nie było żadnego wzrostu ani wtedy, ani później. Jeżeli chodzi o kaskadę, to jutro mogę zrobić zdjątko. Zaskoczę Cię, ale woda w kaskadzie mi się nagrzewa masakrycznie. Taras się gotuje, gołą stopą nie staniesz, woda stoi na tarasie, leci ciepła. Donice stoją w powietrzy. Temperatura ma więcej stopni, niż powietrze, więc w zeszłym roku było to ponad 38,6°C, bo taki padł rekord w moim rejonie właśnie. Darlingtonia rosła w najlepsze, ale ja wiem, z czym ona ma problem u ludzi - z parowaniem! Ona musi mieć swobodę parowania z liści. Jeżeli ma za wysoką wilgotność powietrza nie może parować, a w ten sposób się chłodzi. Dlatego, gdy miałem ją niżej, w osłonięciu od wiatru, rosła, rosła i marniała nagle. Teoretycznie nagrzewa się w kaskadzie bardziej, woda jest cieplejsza ode mnie, ale tam jest też przewiewnie, więc liście mogą lepiej parować. Powinna była tak rosnąć doskonale pomimo okropnie ciepłej wody i tak też było. Dlatego darlingtonia może mieć ciepłą wodę, pod jednym warunkiem - że liście są owiewane wiatrem, co umożliwia jej schładzanie się.

Myślę, że jak teraz będę w Myasłowicach, to porobię trochę zdjęć cyfrówką, z tym, że nie za wiele jest ciągle do fotografowania. Za rok na pewno będzie.

A i zapomniałem na śmierć, miałem kiedyś D.m. 'Spotty', myślałem, że mi zdechła w kastrze, bo nigdy nie rosła dobrze, NIGDY(!), a tymczasem okazało się, że żyje i rośnie pod etykietą 'Black Pearl', w sensie była obok niej i dwie z trzech 'Black Pearl' okazały się być 'Spotty'. Zdecydowanie zaczyna lepiej wyglądać, jak w kastrze i ma typową dla siebie cechę.

Znalazłem też siewkę bliżej nieokreślonego tłustosza w pobliżu chamedafne, nie mam pojęcia, co to będzie, ale pozwolę mu tam porosnąć, to się dowiemy.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.