Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Z jakich przyczyn kapturnica zaprzestała wzrastać i wypuszczać nowe pułapki, pomimo zapewnienia odpowiednich warunków, tj: kwaśna, torfowa gleba z perlitem, woda destylowana sensownie podawana, tak żeby gleba była zawsze odpowiednio wilgotna,  balkon od strony południowej. 

Kapturnica zakupiona w markecie, przesuszona. Zaraz po zakupie, przesadzona do dedykowanej gleby, tydzień postała na oknie balkonowym od strony mieszkania, żeby ją trochę oswoić z mocnym światłem, następnie wystawiona na balkon razem z resztą. Między drugim a trzecim tygodniem u mnie, tak jak się spodziewałam, stopniowo zaczęła wypuszczać nowe karłowate liście, ok 10 pułapek i wyglądało, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Niestety po jakimś czasie, wzrost liści zatrzymał się na różnych etapach wzrostu i tak już zostało. Roślina tak "została" i ani nic nowego nie wypuszcza, ani stare liście nie chcą wznowić wzrostu. Wiedziałam, że kapturnica już nie będzie w tym sezonie w szczytowej formie, ale tego się nie spodziewałam, tym bardziej, że posiadam już jeden odratowany egzemplarz z marketu.

Przypuszczam, że roślina zaczęła się ukorzeniać i to jest przyczyną skarłowacenia liści, ale czy również całkowitego zahamowania wzrostu?

IMG_20200726_190022_Easy-Resize.com.jpg

IMG_20200726_185957_Easy-Resize.com.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To, co robisz z rośliną dzisiaj zobaczysz u niej za 1-2 miesięcy. Dobre warunki dzisiaj, sprawią, że około drugiej połowy września zobaczysz efekty swoich działań. Innymi słowy "kapturnica zakupiona w markecie, przesuszona", musi odcierpieć. Także nie ma się co dziwić, że roślina to po prostu odchorowuje. Zwykle rośliny w marketach są z wyglądu cudowne i olśniewające, bo takie zostały przywiezione. Pędzone na abstrakcyjnych ilościach światła i podnawożone. Ich stare dzbanki się nie zmienią, nadchodzące zdecydowanie tak. Wystarczy spojrzeć na to, co idzie ze stożka wzrostu, żeby wiedzieć, jakie warunki roślina miała przez ostatni miesiąc. Jeżeli stoi już dłużej, jak miesiąc, to na pewno widać, że kolejne dzbanki idą jako płaskie liście, bez cech dzbanka. Niestety to trwa tygodniami, a roślina bardzo się wyczerpuje. Ja swoją S. purpurea kupioną w markecie odratowywałem 2 lata zanim jakoś zaczęła wyglądać!

Musiałbyś mieć na prawdę perfekcyjne warunki, z mnóstwem światła, żeby jeszcze pod koniec tego roku, tuż przed spoczynkiem zobaczyć choć jeden sensowny dzbanek jako własne osiągniecie. Najprawdopodobniej stanie się tak dopiero w przyszłym roku, ale tylko, jeżeli Twoje warunki będą dla kapturnicy optymalne. W przeciwnym razie nigdy nie zobaczysz, co potrafi osiągnąć zakupiona przez Ciebie roślina.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, Cephalotus napisał:

To, co robisz z rośliną dzisiaj zobaczysz u niej za 1-2 miesięcy. Dobre warunki dzisiaj, sprawią, że około drugiej połowy września zobaczysz efekty swoich działań. Innymi słowy "kapturnica zakupiona w markecie, przesuszona", musi odcierpieć. Także nie ma się co dziwić, że roślina to po prostu odchorowuje. Zwykle rośliny w marketach są z wyglądu cudowne i olśniewające, bo takie zostały przywiezione. Pędzone na abstrakcyjnych ilościach światła i podnawożone. Ich stare dzbanki się nie zmienią, nadchodzące zdecydowanie tak. Wystarczy spojrzeć na to, co idzie ze stożka wzrostu, żeby wiedzieć, jakie warunki roślina miała przez ostatni miesiąc. Jeżeli stoi już dłużej, jak miesiąc, to na pewno widać, że kolejne dzbanki idą jako płaskie liście, bez cech dzbanka. Niestety to trwa tygodniami, a roślina bardzo się wyczerpuje. Ja swoją S. purpurea kupioną w markecie odratowywałem 2 lata zanim jakoś zaczęła wyglądać!

Musiałbyś mieć na prawdę perfekcyjne warunki, z mnóstwem światła, żeby jeszcze pod koniec tego roku, tuż przed spoczynkiem zobaczyć choć jeden sensowny dzbanek jako własne osiągniecie. Najprawdopodobniej stanie się tak dopiero w przyszłym roku, ale tylko, jeżeli Twoje warunki będą dla kapturnicy optymalne. W przeciwnym razie nigdy nie zobaczysz, co potrafi osiągnąć zakupiona przez Ciebie roślina.

Roślina jest u mnie od dwóch, może trzech miesięcy. Wszystkie liście, które widzisz są z pobytu u mnie. Stare, poschłe i połamane, których było, bodajże sześć, zostały przeze mnie stopniowo usunięte - nie widzę sensu, dla którego roślina miałaby w nie ładować składniki odżywcze, skoro wypuszczała nowe.

Kapturnice kupiłam w już złym stanie, tak jak już pisałam, ziemia sucha jak pieprz, dzbanki zeschnięte, niewybarwione, całe zielone, karłowate. Co do warunków świetlnych, słońce zalewa balkon ok., godziny 10:30 i gości na nim do samego zachodu, także myślę, że warunki są perfekcyjne, ponieważ pozostałe kapturnice oraz muchołówka (i nie tylko one) - również odratowana z marketu, wyglądają zdrowo, są w pełni wybarwione i co najważniejsze, wypuszczają kolejne stożki wzrostu (pierwsza kapturnica odratowana z marketu w podobnie złym stanie, w tym roku wypuściła dodatkowe dwa stożki wzrostu i mnóstwo pułapek. Przeszła przez rok niesamowitą transformację). Naturalnie, roślina roślinie nierówna i ta być może jest "słabym egzemplarzem z urodzenia", ale staram się pojąć, co spowodowało zastopowanie wzrostu, bo lilipuctwo mnie nie dziwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ty się dziwisz, a masz roślinę z marketu, podczas gdy, ja swoje sadzę na torfowisku, gdzie większość rośnie, jak głupia, a pojedyncze nie specjalnie. Nie ma reguły. Czy to kwestia osobnika, wilgotności, podłoża czy naświetlenia. Mnie na parapecie nigdy nie rosły S. rubra, po prostu były bidne, an torfowisku wygląda genialnie. Trudno powiedzieć w czym może tkwić problem. Zauważyłem pewną zależność, że płaskie liście mogą być produkowane z dwóch powodów:

1. za mało światła celem zwiększenia powierzchni asymilacyjnej - obcinanie starych liści nie jest dobre, jeżeli są żywe. Brzydkie i krzywe, one ciągle produkują energię dla rośliny. Nie nadają się dopiero wtedy, gdy są w cieniu, zasłonięte, wtedy nie spełnią swojej funkcji albo, gdy zwyczajnie umrą. Więc nie usuwaj pochopnie nieestetycznych liści.

2. gdy mają trudności w transpiracji - zwiększenie powierzchni parowania, ułatwia roślinie asymilację wody z podłoża i chłodzenie się. Ponieważ jedną z S. leucophylla posadziłem w zbyt mokrych warunkach wypuściła mi rzeszę płaskich liści. Teraz wylądowała wyżej, w mniejszej wilgotności i spodziewam się pojawienia kształtnych dzbanków. Stąd nie każda kapturnica będzie lubiła tyle samo wilgoci. Samo podłoże - lite, czy zdrenowane też ma znaczenie. Nie wiem natomiast czy aż tak dramatycznie wielkie.

Idź do piaskownicy, weź trochę kwarcowego piasku, wypłucz go porządnie kilka razy, upewnij się, że jest czysty. Wymieszaj z torfem 1:1 i zobacz, co się zmieni, może tyle jej potrzeba. Słońce od 10:30 do zachodu jest absolutnie bardzo okay. Ale pod warunkiem, że do zachodu. U mnie na torfowisku, gdzie słońce było właśnie od około 10:00 do 18:00 NIE było wystarczająco długo, aby większość kapturnic rosła dobrze, a w gruncie mają zmniejszone zapotrzebowanie na światło.

Rejon w którym rosną kapturnice odpowiada mniej więcej basenowi morza Śródziemnego. Kiedyś robiłem wyliczenia, że tam jest o 30% więcej światła i jest intensywniejsze, jak u nas. Stąd też taka sama ilość godzin w Polsce i na Florydzie, to nie taka sama dawka promieni słonecznych. Stąd u nas lepiej kapturnice rosną jednak w szklarni, która dodatkowo odbija część promieni słonecznych. Może być tak, że ta krzyżówka ma jednak większe wymagania. Trudno jednoznacznie znaleźć przyczynę. Mnie w doniczkach na tarasie kapturnice rosły tak sobie, a owie. Na torfowisku w moim ogrodzie, lepiej, ale dopiero na torfowisku w Mysłowicach, gdzie słońce mają praktycznie od wschodu do zachodu, rosną idealnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Cytat
W dniu 7/26/2020 o 9:01 PM, magmar napisał:

Stare, poschłe i połamane, których było, bodajże sześć, zostały przeze mnie stopniowo usunięte - nie widzę sensu, dla którego roślina miałaby w nie ładować składniki odżywcze, skoro wypuszczała nowe.

 

Tu popełniasz błąd, roślina nie karmi kielicha tylko pobiera z niego składniki odżywcze z fotosyntezy. Dopóki nie uschnie Ci całkiem kielich, to nie można go obcinać, bo tak naprawdę osłabiasz roślinę, mimo, że nie prezentuje się to perfekcyjnie, ale to natura, w naturalnym środowisku nikt nie obcina roślinom liści, a te usychają tak samo jak Twoje w doniczce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.