Skocz do zawartości
Cephalotus

Darlingtonia californica i niuanse w jej hodowli

Rekomendowane odpowiedzi

Na bazie kilkuletnich doświadczeń i eksperymentów stworzyłem opis hodowli tego gatunku, który w znacznym procencie powinien zapewnić sukces w jego hodowli. Opis można znaleźć TUTAJ. Ponieważ nieuniknionym było pojawienie się innych poglądów i doświadczeń związanych z hodowlą tego gatunku, jedynie słusznym byłoby ich wyjaśnienie w tym temacie.

 

Swoją wiedzę opieram na hodowli tego gatunku z lat 2006-2008 kiedy zrezygnowałem z jej hodowli z powodu zbliżających się studiów. Oraz ponowną hodowlę w latach 2012-do dzisiaj. Dodatkowo utrzymywałem kontakty z kilkoma zagranicznymi hodowcami, którzy hodowali ten gatunek w bardzo różny sposób, z doskonałymi efektami. Choć jak we wszystkim trudno być czegoś na 100% pewnym, to różnego rodzaju eksperymenty z warunkami hodowli w przeszłości jak i obecne, pozwoliły mi na wyciągnięcie pewnych wniosków, co do najbezpieczniejszej, ale nie koniecznie nie najefektywniejszej metody hodowli. Bo co nam po pięknych dorodnych roślinach, które bez podania przyczyny mogą paść?

 

Dodano 23:33, 30.09.2014. Choć na Shout Boxie pojawiły się odmienne podlgądy hodowców Darlingtonii, nie zostały one powtórzone i w ten sposób utrwalone w tym temacie. Ponieważ miałem do nich wgląd, kiedy były jeszcze do odszukania w Archiwum Shout Boxa, postanowiłem po krotce odnieść się do nich w temacie z opisem gatunku. Te części są pokreślone. Liczę na to, że w przyszłości może pojawią się chęci i osoby z odmiennymi doświadczeniami jak moje i porównywalnymi sukcesami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W hodowli D. californica mam na dzień dzisiejszy doświadczenie niewielkie, ale chciałabym wypunktować aspekty hodowli tej pięknej rośliny, które stały się przedmiotem dyskusji na SB po opublikowaniu opisu gatunku. Mam nadzieję, że da to początek dzieleniu się własnymi przemyśleniami przez doświadczonych hodowców. Oto kwestie, które zostały podniesione:

 

1. Populacje D. californica występują w dwóch różniących się znacznie pod kątem warunków lokalizacjach - nadmorskiej i górskiej. Czy wszystkim D. californica w hodowlach należy zapewniać te same warunki? Nie ma różnic fenotypowych po których te dwie populacje można odróżnić. Jak zatem traktować naszą roślinę - jako górską - zimnolubną czy nadmorską - bardziej tolerancyjną?

 

2. Kwestia materiału na doniczkę. Czy gliniana donica nie powinna być wskazana jako lepszy wybór do hodowli Darlingtonii? Jej główną zaletą jest ochrona podłoża przed przegrzaniem. Glina pozwala na odprowadzanie wilgoci z podłoża przez co je chłodzi. Dodatkowo tworzy lepiej natlenioną przestrzeń wewnątrz. Tu powraca pytanie o lokanty - czy chłodzenie podłoża jest rzeczywiście tak istotne (forma górska?)

 

3. Podłoże - wskazane w opisie jako idealne - żywy mech torfowiec. Pojawiły się w dyskusji głosy hodowców, że po przesadzeniu rośliny do takiego podłoża (z mieszanki torfowej) Darlingtonia uległa skarłowaceniu.

 

4. Zdziwienie wzbudziło u mnie zalecenie, aby doniczkę z Darlingtonią trzymać stale w wodzie tak, aby korzenie zawsze były zamoczone. Czy woda pozostająca stale w podstawce nie ulega nagrzaniu (znów pytanie o formę górską) i odtlenowaniu? Czy nie grozi to gniciem korzeni? Czy nie jest bezpieczniejszą i bardziej zbliżoną do naturalnej - metoda podlewania "od góry" i przelewania podłoża za każdym razem świeżą wodą?

 

5. Temperatura wody do podlewania - wszelkie opisy hodowli, włącznie z pozycjami książkowymi zalecają podlewanie chłodną, wręcz lodowatą wodą. Można przeczytać też o kostkach lodu, które kładzie się na podłożu. Osobiście na początku hodowli swoją roślinę podlewałam wodą z lodówki, po jakimś czasie oczywiście mi się to znudziło i od dłuższego już czasu stosuję wodę w temperaturze pokojowej. Różnicy w kondycji rośliny nie zauważyłam. Wypuszcza dorosłe liście i ma się świetnie.

 

Ja swoją młodą jeszcze Darlingtonię hoduję w żywym mchu torfowcu wymieszanym z dodatkiem perlitu w doniczce plastikowej, która włożona jest do jasnej osłonki (nie nagrzewa się tak jak ciemna). Podlewam wodą o temp. pokojowej przelewając codziennie kilkukrotnie podłoże od góry. Doniczka nie stoi w wodzie. Zamierzam na wiosnę przesadzić roślinkę do donicy glinianej. Moja D. californica jest jeszcze młodziutka - dopiero zaczęła wypuszczać dorosłe liście. Upały tegoroczne zniosła wyśmienicie, rosła szybko całe lato. Oczywiście na podstawie kilkumiesięcznej hodowli nie jestem w stanie wyciągać wiarygodnych wniosków.

 

Mam nadzieję, że wyłuszczenie punktów spornych pobudzi rzeczową i owocną w cenne wnioski dyskusję :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja mam pytanie jeszcze o wilgoć w trakcie zimowania. W zimie ograniczamy podlewanie tak jak u kapturnic czy nadal mokro i pozwalać zamarzać tej wodzie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W hodowli D. californica mam na dzień dzisiejszy doświadczenie niewielkie, ale chciałabym wypunktować aspekty hodowli tej pięknej rośliny, które stały się przedmiotem dyskusji na SB po opublikowaniu opisu gatunku. Mam nadzieję, że da to początek dzieleniu się własnymi przemyśleniami przez doświadczonych hodowców. Oto kwestie, które zostały podniesione:

 

1. Populacje D. californica występują w dwóch różniących się znacznie pod kątem warunków lokalizacjach - nadmorskiej i górskiej. Czy wszystkim D. californica w hodowlach należy zapewniać te same warunki? Nie ma różnic fenotypowych po których te dwie populacje można odróżnić. Jak zatem traktować naszą roślinę - jako górską - zimnolubną czy nadmorską - bardziej tolerancyjną?

 

Ad. 1. Z czysto teoretycznego punktu widzenia powinno się lokanty wysokogórskie traktować odmiennie od tych niższych. Jednak jak porównałem sobie na mapkę występowania darlingtonii, którą można znaleźć TUTAJ z mapą stref mrozoodporności dla Ameryki Północnej, którą można znaleźć TUTAJ, to różnica w strefach lokacji nadmorskich i wysokogórskich różnią się niewiele. Zapewne dlatego, że wszystkie są w bliskim sąsiedztwie oceanu i nawet te wysokogórskie są pod jego silnym wpływem. W najlepszym przypadku te nadmorskie populacje będą odpowiadać strefie 8b (min temp. -9,4*C), a wysokogórska, jakby ją solidnie podciągnąć, znajdzie się w strefie 7b (-15,0*C). Możliwe, że latem wysokogórskie populacje mają średnio niższe temperatury, ale to też nic pewnego. Będąc raz w Alpach, mogę śmiało stwierdzić, że choć byłem na wysokościach przeszło 2000m, to temperatury były wyższe jak w mojej rodzimej okolicy w tym samym czasie. Różnica w strefie była 6 dla Alp i 7 dla mojej okolicy.

 

Ja bym z wielką chęcią chciał przetestować genotyp z lokantu wysokogórskiego, ale nie wiem nawet gdzie zacząć go szukać w ofercie.

 

2. Kwestia materiału na doniczkę. Czy gliniana donica nie powinna być wskazana jako lepszy wybór do hodowli Darlingtonii? Jej główną zaletą jest ochrona podłoża przed przegrzaniem. Glina pozwala na odprowadzanie wilgoci z podłoża przez co je chłodzi. Dodatkowo tworzy lepiej natlenioną przestrzeń wewnątrz. Tu powraca pytanie o lokanty - czy chłodzenie podłoża jest rzeczywiście tak istotne (forma górska?)

 

Ad. 2. Gliniana donica ma te zalety, że pozwala podłożu lepiej oddychać. Zwiększając parowanie, paruje cała doniczka, schładza podłoże. Ale czy schłodzi się ono tak znacznie, jeżeli będzie stać w szklarni, w bezruchu powietrza, w ekstremalnych temperaturach? Śmiem wątpić. Także jedyny efekt, który będzie wymierny w każdych warunkach, to lepsze natlenowanie podłoża i ewentualnie lepsze chłodzenie w warunkach zewnętrznych, na wolnym powietrzu. Jednak oba efekty nikną, kiedy postawimy taką donicę w wodzie w całości, a efekt lepszego natlenowania podłoża będącego pod wodą, w nagrzanej, stojącej wodzie, wydaje mi się nieobecny.

 

3. Podłoże - wskazane w opisie jako idealne - żywy mech torfowiec. Pojawiły się w dyskusji głosy hodowców, że po przesadzeniu rośliny do takiego podłoża (z mieszanki torfowej) Darlingtonia uległa skarłowaceniu.

 

Ad.3. W moim odniesieniu podłoże idealne w przypadku rośliny, która bardzo lubi bez podania przyczyny zejść z tego świata, to takie, które pozwoli na utrzymanie jej przy życiu bez ponoszenia strat z powodu infekcji korzeni. Właśnie to jest przyczyną tych nagłych zgonów. Zdecydowanie mogę potwierdzić za jak najbardziej słuszne, obserwacje o zmniejszeniu się rośliny po przesadzeniu z innego podłoża, do żywego torfu. Powód jest prosty, podłoża i mieszanki torfowe będą zawsze nieco bardziej żyzne od torfowca, gdyż torf jest już w pewnej części rozłożonym torfowcem, więc i jest więcej dostępnych składników organicznych, a w przypadku mieszanek, nawet i mineralnych. Dlatego rośliny będą rosły "lepiej", czyli większe i szybciej w mieszankach torfowych. Sam niegdyś stosowałem takie mieszanki, jednak ich podstawowa wada, to ryzyko nagłego zgonu doskonale rosnącej rośliny, co czterokrotnie doświadczałem w przeszłości, kiedy fantastycznie rosnące osobniki, nawet kwitnące, nagle więdły. Czasem dało się je uratować odcinając umierającą część i tylko, jak miały więcej jak jeden stożek wzrostu. W przypadku torfowca, od trzech lat, w przypadku 11 roślin nie zaobserwowałem takiego zjawiska, które w przypadku mieszanek torfowych wypadało mi ze 4 razy w przeciągu ok. 3 lat, z identycznym traktowaniem w przypadku pozostałych czynników. Więc mogę śmiało stwierdzić, że żywy torfowiec zapewnia lepsze szanse na przetrwanie rośliny, bo kto chciałby nagle utracić dorodnego osobnika, który też urośnie w podłożu z torfowca, ewentualnie później. Bo takie dorodne okazy można oglądać w internecie, więc ostateczny efekt jest taki sam w przypadku torfowca co innych podłóż, może droga nieco dłuższa.

 

Ja swoje rośliny sadziłem, kiedy połowa nie miała nawet dorosłych kielichów. Dzisiaj wszystkie mają. Największy okaz z ok. 3 cm listków ma obecnie ok. 11 cm kielichy. Więc efekt nie jest jakiś tragiczny. Posadzone do torfowca zostały zostały w Lipcu 2012r., a w 2013 (też jakoś w lipcu) wysadzone na torfowisko.

 

4. Zdziwienie wzbudziło u mnie zalecenie, aby doniczkę z Darlingtonią trzymać stale w wodzie tak, aby korzenie zawsze były zamoczone. Czy woda pozostająca stale w podstawce nie ulega nagrzaniu (znów pytanie o formę górską) i odtlenowaniu? Czy nie grozi to gniciem korzeni? Czy nie jest bezpieczniejszą i bardziej zbliżoną do naturalnej - metoda podlewania "od góry" i przelewania podłoża za każdym razem świeżą wodą?

 

Ad.4. Powiem tak. Początkowo w 2012 r. były hodowane w misowatej donicy, która okresowo jest zalana, a między podlewaniami, woda nie odparowuje z niej na tyle, aby nie było w środku nic ze stojącej wody. Donica stoi na okrutnie nagrzewającym się tarasie i wszelka woda w każdej z donic również nagrzewa się do poziomu zupy. Rośliny żyły i dalej żyją jakby nigdy nic. W 2013 wszystkie wyciągnąłem i dałem na zewnętrzne torfowisko, również na torfowiec, gdzie okresowo były zalane po stożki wzrostu, a okresowo miały jedynie bardziej wilgotno. Celem było sprawdzenie mrozoodporności. Dwa dni z min. temp. -14*C nic im nie zrobiły i było 100% przeżycie. Część wysiedlona z powrotem do mojej donicy, część na własne torfowisko. W misowatej donicy, w tym roku bezlitośnie posadziłem 2 sadzonki z in vitro, bez korzenia. Polecono mi je aklimatyzować, tymczasem ja je walnąłem w mech torfowiec na pełnym słońcu i jak na razie żyją i mają się dobrze. Nie widzę negatywnego wpływu z nagrzewania i odtlenowywania się takiej stojącej wody, kiedy za podłoże jest żywy mech torfowiec. Nie wiem co się dzieje z systemem korzeniowym, nie pamiętam, jak on wyglądał kiedy wyciągałem rośliny na przesadzenie, ale gdyby jakkolwiek wyglądały na chore, zapamiętałbym to.

 

Podlewać można jak się chce. Osobiście proponowałbym z góry, albo wystawiać ją na płukanie przez deszcze. Szkody nie robi, a jak się podłoże przepłucze, to nawet i dobrze. Ja swojej misy podlewać inaczej jak z góry nie mogę, bo ona ma zamknięte dno, a odpływ jest ok 2 cm poniżej jej krawędzi.

 

5. Temperatura wody do podlewania - wszelkie opisy hodowli, włącznie z pozycjami książkowymi zalecają podlewanie chłodną, wręcz lodowatą wodą. Można przeczytać też o kostkach lodu, które kładzie się na podłożu. Osobiście na początku hodowli swoją roślinę podlewałam wodą z lodówki, po jakimś czasie oczywiście mi się to znudziło i od dłuższego już czasu stosuję wodę w temperaturze pokojowej. Różnicy w kondycji rośliny nie zauważyłam. Wypuszcza dorosłe liście i ma się świetnie.

 

Ad.5. MOŻE jeżeli gdzieś w hodowli, ktoś faktycznie ma wysokogórską formę i ona faktycznie ma odmienne wymagania co do temperatury systemu korzeniowego... to chłodna woda miałaby jakiś sens. Ale zaryzykuję stwierdzenie, że ogólnie dostępne Darlingtonie w sklepach, czy od prywatnych hodowców, o ile nie posiadają lokantu przy nazwie z dużej wysokości, to można je śmiało podlewać po prostu wodą. Bez patrzenia na to czy jest zimna, czy ciepła. Ja od 3 lat nie patrzę na temperaturę wody, chyba, że dotykam podłoża i patrzę jak mocno się nagrzało, dla ciekawości. Jak pisałem wyżej, czasem ma temperaturę zupy, a Darlingtonia żyje. To potwierdza doświadczenia moich kolegów, ale u nich w szklarni podobno temperatury potrafiły doprowadzić kapturnice do zwiędnięcia, a Darlingtonii to nie wzruszyło. Rosły w żywym torfowcu.

 

 

A ja mam pytanie jeszcze o wilgoć w trakcie zimowania. W zimie ograniczamy podlewanie tak jak u kapturnic czy nadal mokro i pozwalać zamarzać tej wodzie?

W okresie zimowym, na torfowisku, jak padają deszcze to sobie pływa. Jak stała w donicy, to też sobie pływała, jak padało. Wyjątkowo tę donicę chowałem, gdyż jednak przemarzanie korzeni w gruncie a w donicy, pokazało wybitną różnicę na przykładzie kapturnic, kiedy to wiele z nich wymarzło będąc w donicy, a żadna nie umarła w gruncie. Dlatego nie ryzykuję z Darlingtonią, bo za piękna i ciągle za cenna jest na taki eksperyment (przynajmniej na razie). W piwnicy, raz naleję solidnie wody, jak zobaczę, że już jakby podłoże solidnie odparowało, znowu podleję z górką. Nie pieszczę się z nią, a ona to doskonale znosi. W sumie to hodując ją w żywym torfowcu, przestałem rozumieć o jakich problemach z nią związanych, tyle ludzie piszą?

 

Do małych przymrozków pozwalam donicy stać na zewnątrz. Jak już przychodzą regularne mrozy w dzień i w nocy, to chowam donicę do piwnicy. W tym roku będzie to 2 większe (starsze) i 2 maleńkie (z in vitro) rośliny, reszta w gruncie zostanie jak ostatnio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4. Zdziwienie wzbudziło u mnie zalecenie, aby doniczkę z Darlingtonią trzymać stale w wodzie tak, aby korzenie zawsze były zamoczone. Czy woda pozostająca stale w podstawce nie ulega nagrzaniu (znów pytanie o formę górską) i odtlenowaniu? Czy nie grozi to gniciem korzeni? Czy nie jest bezpieczniejszą i bardziej zbliżoną do naturalnej - metoda podlewania "od góry" i przelewania podłoża za każdym razem świeżą wodą?

 

U mnie Darlingtonia tez najlepiej roślinie stojąc w wodzie, trzymam ją w małym terra opisanym w moim temacie (Post #237), mam tam warstwę 3-4 cm drobnego keramzytu i żywe torfowce, które stoją stale w wodzie, warunki górskie (21/15 st), w tych samych warunkach temp., ale na mieszankach z torfem darlingtonia rośnie znacznie gorzej, są dwukrotnie mniejsze, mimo że z jednego słoika in-vitro.

Spryskuję praktycznie codziennie wodą o temp. pokojowej.

 

W szklarni (23/18 st.) trzymam darlingtonie w torfowcach razem z dzbankami nizinnymi i pośrednimi, rosną bez szaleństwa, ale pułapki nie przysychają ze względu na wysoką wilgotność (pow. 93%) i częste zraszanie.

Najgorzej rosną rośliny trzymane w warunkach nizinnych w fitotronie ciepłym (24/21 st.), przysychają im pułapki, mimo że rosną w torfowcu i stale stoją w ok 0,5- 1cm wody, jest to wyraźnie dla nich za mała ilość wody, mimo że wilgotność powietrza jest tu wysoka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To i ja dorzucę swoje 3 grosze.

 

Hoduję darlingtonię z dwóch lokacji - Gasquet County i Siuslaw - obie z nasion.

Siałem na czysty torfowiec, znacznie lepiej wykiełkowały Gasquety, z Siuslaw mam do dziś tylko jedną roślinę. Od razu powiem, że nie zwracałem uwagi na warunki charakterystyczne dla tych stanowisk - rośliny były więc hodowane w tych samych warunkach.

Przez pierwsze 3 lata rośliny nie były zimowane, stały cały rok na parapecie południowym.

 

W tym roku postanowiłem Gasquety wywalić na zewnątrz. Od wiosny do jesieni stoją sobie na dworku w pełnym słońcu.

W czym rosną? Mieszanka torfu, perlitu, piasku i Sphagnum. Posadzona w białej doniczce, gdyż chciałem uniknąć przegrzewania się korzeni nauczony poprzednimi doświadczeniami z tym gatunkiem. Podobnie jak w wielu opisywanych przypadkach, tak i u mnie, dorosłe piękne kobry padły z dnia na dzień mimo zapewnionych bardzo dobrych warunków.

Jak podlewam? Czasami do podstawki, czasami z góry, czasami deszczyk. Rosną miód malina. Poniżej zdjęcia roślin hodowanych na zewnątrz.

 

20141004_144438.jpg 20141004_144447.jpg 20141004_144453.jpg

 

Dwie rośliny (jedna Gasquet, jedna Siuslaw) postanowiłem kolejny raz przetrzymać na południowym parapecie w domu. Typ podłoża identyczny z wyżej opisywanym, również biała doniczka. Rezultaty: Gasquet rośnie bardzo ładnie, wybarwia się nawet lepiej niż rośliny trzymane na zewnątrz. Siuslaw rośnie dużo gorzej i obecnie jest o połowę mniejsza od rówieśniczki.

 

Podsumowując. Według mnie ważne są 3 czynniki - w podłożu musi być Sphagnum (to, o czym pisał Ceph), biała doniczka pomaga, na pewno nie przeszkadza, dodatkowo podlewanie od góry chłodniejszą wodą (przynajmniej raz na jakiś czas) w celu przepłukania podłoża.

 

Swego czasu zakupiłem sobie od Sarracenia Northwest płytki DVD ze szczegółowymi instrukcjami hodowli różnych owadożerów. Z tego, co pamiętam, Jacob i Jeff hodują kobry w bardzo płaskich, aczkolwiek szerokich doniczkach w mieszance kamienisto-, żwirkowo - torfowej. Zapewniają również stały przepływ chłodnej wody poprzez podlewanie kropelkowe. Ciekawa sprawa.

 

To tyle. W razie pytań, służę uprzejmie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piękne Darlingtonie. :)

 

Obydwa stanowiska wydają się być z tych nad oceanicznych, więc żadna niestety nie będzie z tych bardziej górskich, żeby mieć tutaj porównanie.

 

Oczywiście, że biała doniczka nie zaszkodzi, a na pewno będzie się mniej nagrzewać. Tylko jak temperatura otoczenia sięga rzędu 30*C, to czy ma się białą doniczkę czy nie, to podłoże w pewnym momencie też do takiej temperatury się nagrzeje, a w metodzie ze schładzaniem chodzi o to, żeby podłoże utrzymać zimne.

 

Ja się zgodzę, że można zimną wodą stale traktować Darlingtonię, bo jest do tego przystosowana. Tylko jest to raczej problematyczne, a skoro nie jest bezwzględnie konieczne, to na co sobie życie komplikować?

 

Przepłukiwania podłoża od góry np. przez deszcz zauważyłem, że ma cudowne działanie na wiele roślin, bo po prostu usuwa rozpuszczalne składniki, które np. wzięły się z zanieczyszczeń powietrza (pyłki w okresie pylenia). Choć w zamkniętej misie jaką ja mam, trudno o takim przepłukiwaniu do końca mówić. Jednak coś tam się rozpuści i nadmiar też może odpłynąć, choć górą.

 

Z tym brakiem zimowania to duża ciekawostka. Ponieważ Darlingtonia nie wytwarza płaskiej blaszki liściowej przy braku światła, więc jej pułapki nie traci na atrakcyjności. W przypadku braku właściwego zimowania np. kapturnic, zwykle jednak stają się wybitnie nieatrakcyjne, choć ostatnio pokazany był dziwny przykład jakby trochę temu przeczący. Nigdy nie próbowałem iść wbrew zimowaniu Darlingtonii, bo skoro to taki "delikatny gatunek" i w ogóle, to nawet mi to do głowy nie przyszło. Co innego, jak ktoś jest do tego zmuszony. Ciekawe jak taki brak zimowania wpływa na ogólne tempo wzrostu oraz czy wymaga wtedy doświetlania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dodam tylko, że w tym roku wszystkie darlingtonie idą do zimowania. Pierwszy raz w ich krótkim żywocie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eee, podlewanie zimną wodą chyba nie jest takie problematyczne. Butelka z wodą do lodówki i gotowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W końcu się zebrałem żeby tutaj napisać - darlingtonię (1 sztukę - potem oczywiście się mnożyła) posiadam od 2008 roku czyli ponad 6 lat - myślę, że to wystarczający okres, aby się wypowiedzieć co do warunków hodowli. Zwłaszcza, że tak źle jak obecnie, to z nią nie było nigdy i trzeba by zdiagnozować przyczyny takiego stanu rzeczy.

 

Właściwie wszystkie zdjęcia, opisy podłoża są tutaj:

http://www.rosliny-owadozerne.pl/index.php...c=7953&st=0

 

Na początku rosła w jasnej piwnicy (słońce padało na nią tylko przez szybę) na wyspie ze stałym obiegiem wody (wodospad) - temperatura wynosiła tam w ciągu roku 5-25 st C. Woda w zbiorniku była chłodna, nie nagrzewała się (jak to w piwnicy) - dolewałem zimną z lodówki. Zimowana była na sucho - podłoże raz na jakiś czas było zalewane tak, aby było wilgotne. Co ciekawe - rosła w bardzo małej ilości podłoża. Było jej na tyle dobrze, że zakwitła:

http://www.rosliny-owadozerne.pl/index.php...ost&id=7441

 

A potem tak się rozrosła, że nie mieściła się w zbiorniku i musiałem ja przesadzić - powędrowała z kapturnicami na słoneczny taras:

http://www.rosliny-owadozerne.pl/index.php...st&id=10076

 

Chciałem wykorzystać pomysł paulo09 z tego tematu:

http://www.rosliny-owadozerne.pl/Darlingto...ica-t12380.html

 

Niestety, u mnie się on nie sprawdził. Moim zdaniem roślinie było zbyt ciepło - była przyzwyczajona do chłodniejszych warunków - niższej temperatury, chłodniejszego podłoża, wyższej dobowej wilgotności. W takich warunkach rosła super. I podłoże torf:piasek bez żadnego dodatku sphagnum zupełnie jej nie przeszkadzało.

 

Po wylądowaniu na tarasie, roślina zmalała i zaczęła się intensywnie mnożyć przez kłącze. Posprzedawałem większość jako nadwyżki.

 

Kilka sztuk posadziłem wiosna w ogromnej donicy od góry wysypanej pumeksem (biel) - podlewanie latem zimną wodą. Nic to nie dało. Większość sztuk nie wytrzymała upałów.

 

Teraz została mi tylko jedna mała sadzonka - wróciła do swojego macierzystego zbiornika (tyle, ze stoi on obecnie w salonie, wiec i warunki w nim panujące są inne niż w 2008 roku) i dostała nową wyspę. Powrót do punktu wyjścia. Ponownie chłodna woda obmywa jej korzonki :) Tyle, że dołożyłem jej sphagnum.

Niestety zbiornik zaatakowały ostatnio mszyce wiec trzymam kciuki aby to przetrwała. W końcu to dosyć stary okaz, mimo, iż obecnie maleńki :)

 

Mam nadzieję, że moje doświadczenia z tym gatunkiem pomogą innym forumowiczom.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja pierwsza darlingtonia rosła sobie na oknie w garażu (chłód), podlewałem ją zimną wodą. Rosła powoli jak to gatunek ten ma zwyczaju, ale regularnie wypuszczała nowe liście. Była w podłożu torfowym. Tuż przed pierwszym zimowaniem w okresie jesiennym, zeszła śmiercią nagłą, której przyczyną później okazał się atak grzyba na kłącze.

 

Obecnie darlingtonki mam jakoś od połowy lipca. Dostałem je malutkie, prosto z in vitro, rozmiar 3-4 cm, bez korzeni lub był tylko 1 albo 2. Posadzone w żywym torfowcu, najpierw zaaklimatyzowane w terrarium, a potem na parapecie południowo-wschodnim. Postanowiłem tak je aklimatyzować przez to, że brak mi doświadczenia z tym gatunkiem i nie chciałem go znów stracić. Na tę chwilę rośliny bardzo wzmocniły swoją budowę i wypuszczają coraz większe liście mimo, że wciąż są młodociane, niemniej jednak w przyszłym roku na pewno ujrzę liście dorosłego typu.

 

Co do materiału doniczki. Gliniana doniczka jest wykonana z naturalnego materiału. Ma on cechy, które syntetyczne polimery plastikowych doniczek nie mają. Według mojej oceny zastosowanie glinianej doniczki na pewno nie zaszkodzi, a może tylko pomóc. Taka doniczka mniej się nagrzewa przez odparowanie wody ze swojej powierzchni, a ewentualne zgromadzone ciepło wewnątrz niej odda na zewnątrz szybciej, niż plastikowa, która jest słabym przewodnikiem i dobrze izoluje skumulowane wewnątrz ciepło. Gliniana doniczka wspomaga też wymianę gazową między bryłą podłoża a środowiskiem zewnętrznym. Także do czasu aż ktoś to sprawdzi, to nie odrzucałbym tych cech mimo, że doniczka ma być zalana po brzegi czy stać w szklarni.

 

W przyszłym roku darlingtonie posadzę na pewno w glinianej donicy, która będzie zalana pewnie do połowy lub trzech czwartych wodą, podłożem będzie grubo włóknisty żywy torfowiec, a miejsce będzie najbardziej słoneczne jakie tylko uda mi się znaleźć.

 

A co do tego, że mieszanki torfowe są bardziej żyzne niż torfowiec, to łatwo można wyeliminować tę kwestię. Po prostu trzeba przepłukać taką mieszankę wodą, wszelkie osady z wody odsączyć i podlewać tym darlingtonie. Załóżmy mieszanka torfowa z perlitem i piaskiem. Z torfu wypłuczemy związki humusowe, z perlitu i piasku związki mineralne i mamy zrównoważony nawóz do darlingtonii. Głupie a proste. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Darlingtonia z tego co wywnioskowałem z doświadczeń własnych i innych, jest przede wszystkim podatna na ataki grzybowe systemu korzeniowego. Dlatego większość problemów z nią związanych to są infekcje grzybowe korzenia. Idąc dalej, jeżeli wszystkie czynniki wzrostowe nie są optymalne, wówczas roślina w każdej chwili może ulec infekcji i najczęściej umrzeć z tego powodu. Dlatego przeciwdziałać temu można zapewniając optymalne warunki, do których należy niska temperatura podłoża, hamuje ona rozwijanie się drobnoustrojów. Ale można też dać podłoże tak ubogie, a jednocześnie dobrze napowietrzone, jakim jest żywy mech torfowiec. Oczywiście będąc w wodzie, nie ma mowy o dobrym natlenowaniu. Jednak z tą niską temperaturą, jak się okazuje, nie jest to konieczność dla samej rośliny, gdyż znosi bardzo dobrze, nawet bardzo wysokie temperatury, tak samo jak jej system korzeniowy. Dlatego nie to jest problemem sensu stricto i nie ma konieczności zawracania sobie tym parametrem głowy, kiedy inny jest tym kluczowym - podatność na infekcje systemu korzeniowego.

 

Fly guy, uważam, że problem jaki się pojawił w przypadku Twoich darlingtonii związany jest z rodzajem podłoża jakiego użyłeś i kiedy temperatury przestały być odpowiednie, roślina padła w efekcie infekcji. Taki schemat powtarza się w internecie non stop. Na forum CPUK notorycznie zgłaszają się ludzie z tego typu śmiercią tego gatunku i o dziwo nikt nie wyciąga wniosków, co z tym fantem zrobić. A tam doskonale widać jakiego podłoża używają. Nie powiem, że na pewno nie umrze w podłożu z torfowca, bo na nic nie jest takie na 100%, ale ryzyko jest minimalne. Jak również nie spotkałem się jeszcze z informacją, żeby w tym podłożu komuś umarła, co napawa optymizmem.

 

Tough, o czym Ty piszesz z tym płukaniem podłoża i podlewaniem tą samą wodą Darlingtonii, bo nic nie rozumiem. Jak płukać podłoże, do taką wodę już wylać, a nie z powrotem ją wlewać. Poza tym, procesy rozkładu torfu następują cały czas, szczególnie bliżej powierzchni, gdzie jest większy dostęp do powietrza. A dodatkowe użyźnianie, to np. pyłki z powietrza. Zwykle torf traci swoje początkowe właściwości po 2-3 latach używania. Przynajmniej ja tak u siebie zauważyłem. Taką użyteczność wydłuża wystawianie na deszcz i obfite przepłukiwanie podłoża.

 

Serbia, nie zrozumiałeś sensu podlewania zimną wodą. Nie chodzi o samo podlanie, bo to nic nie zmieni. Chodzi o utrzymanie podłoża zimnym, a to m. in. można zapewnić podlewając zimną wodą, ale z myślą o utrzymywaniu takiej wody, w której stoi roślina, stale chłodną lub zimną. Wtedy ma to sens. Bo takie schłodzenie nawet na 30 min w skali doby, no co to niby ma zmienić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pora odświeżyć temat.

Jak pisałem wcześniej, posadziłem w tym roku darlingtonie w glinianej donicy w specjalnie przygotowanym pojemniku, ale to wszystko jest opisane poniżej. Generalnie doniczkę kupiłem za dużą i musiałem coś wymyślić, żeby nie zużyć całej paczki nowozelandzkiego sphagnum, bo potrzebowałem go też do pływaczy. Udałem się, więc do podstaw, czyli tego gdzie darlingtonia rośnie w naturze. Rośnie ona na serpetynitach - skałach ultrazasadowych. Postanowiłem więc, że część objętości doniczki zajmę właśnie tą skałą. Na serpentynity patrzyłem też pod innym kątem, a mianowicie na ich rolę w uwalnianiu mikroelementów. Minerały tworzące serpentynity są bogate w magnez i żelazo, które są bardzo potrzebne roślinom, szczególnie magnez wchodzący w skład chlorofilu. Niby sama skała nie zmienia odczynu wody, bo jest stosowana w akwarystyce, ale w niewielkim stopniu zawsze coś uwalnia. Także udałem się do sklepu kamieniarskiego, 5 kg w plecaku - dwie lite bryłki, grubsze kruszywo, drobne kruszywo.

Etapy tworzenia:

1. Najpierw wiaderko po farbie okleiłem takim ekranem co ciepło odbija.

rx7qme8omoxr.jpg

 

2. Na dno doniczki wylądował rozłupana bryłka (duże kawałki).

8kbxx92h00yv.jpg

 

3. Następnie poszło grubsze kruszywo wraz z nowozelandzkim sphagnum i perlitem.

huxr8w4qeld4.jpg

 

4. Potem to samo co wyżej tylko kruszywo mniejsze.

198yssi6u8rc.jpg

 

5. Następnie samo sphagnum z perlitem.

u5951mkrdegs.jpg

 

6. Ostatnią warstwą było martwe i żywe grubo włókniste sphagnum z perlitem, w co wylądowały darlingtonki.

3ixqq2x44zp0.jpg

 

7. Z założenia miało to szybko zarosnąć od żywego torfowca, ale po kilku dniach się rozmyśliłem, tę warstwę wywaliłem, a zastąpiłem ją wyhodowanym dywanikiem grubego torfowca.

ckc6zx9r2yk8.jpg

 

8. Aktualnie to wygląda tak. Rośliny są podlewane po sam brzeg podłoża, jak odparuje trochę to dolewam.

ijqtpyls3woa.jpg

 

Jakieś 2 tygodnie temu zauważyłem, że największa z roślin wypuszcza pierwszy dorosły liść. Jest ona 2 razy większa od pozostałych, więc nie spodziewałem się tego po reszcie, ale dziś zobaczyłem, że trzy średnie też wypuszczają dorosłe listki, więc czekam aż 2 ostatnie to zrobią. Generalnie woda w wiaderku nawet w największe upały się nie nagrzewała zbytnio, torfowiec na wierzchu potrafił być bardzo ciepły, ale już 5-6 cm pod spodem podłoże było chłodne, więc termicznie zabezpieczenie się sprawdza.

Oto największa roślina i jej świeżo rozwinięty dorosły liść, jest wyraźnie mniejszy, od nadchodzących, bo już go przegania jeden, a jeszcze się nie rozwinął.

zzjv9ta0cq9j.jpg

Edytowane przez Tough

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żelazo w serpentynicie występuje w formie trudno przyswajalnej przez rośliny z powodu wysokiego pH. Im kwaśniejsze pH tym żelazo jest łatwiej przyswajalne. Owszem można go używać pod kątem magnezu ale żelazo z niego nic ci nie da :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Żelazo w serpentynicie występuje w formie trudno przyswajalnej przez rośliny z powodu wysokiego pH. Im kwaśniejsze pH tym żelazo jest łatwiej przyswajalne. Owszem można go używać pod kątem magnezu ale żelazo z niego nic ci nie da :P

 

Wydaje mi się, że jeżeli już jest trudno przyswajalnej, a raczej trudno rozpuszczalnej, to z powodu tego, że występuje w formie krzemianu, magnez tak samo, i nie wiem o jakim wysokim pH mówisz (czego zbyt wysokie pH?). Wiadomo, że rozpuszczalność soli zmienia się wraz z pH. Zresztą trudno to nie znaczy wcale, torfowiec zakwasza pH, a istnieją również drobnoustroje, które przez reakcje biochemiczne mogą te pierwiastki uwalniać. Nie mniej jednak i tak chciałem tylko przyoszczędzić na torfowcu, dlatego go użyłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.