Skocz do zawartości

Cephalotus

Administrator
  • Liczba zawartości

    2444
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

Metody kontaktu z użytkownikiem

  • Website URL
    http://s12.photobucket.com/albums/a206/cephalotus/

Informacje w profilu

  • Male
  • Miejscowość
    Żary

Previous Fields

  • Gadu-Gadu
    4771406
  • Skype nick
    Cephalotus1
  • Województwo
    lubuskie

Ostatnie wizyty

12251 wyświetleń profilu
  1. Eee... październik nie brzmi za fajnie. Liczę, że gdzieś z końcem lipca doczekam się ładnych dzbanków u S. leucophylla, ale zobaczymy, może dwa miesiące być jej za mało. Koniec sierpnia też byłby nie najgorszy, bo jeszcze ze 2 miesiące byłoby co pooglądać. 'Dentate' ująłeś tak, że wygląda, jakby pułapki miała na zielonym drucie.
  2. Co to jest za klon ten taki z czerwonym środkiem na wewnętrznej połowie, prawie w samym dolnym, lewym roku? Ma też takie króciutkie zęby. Bardzo mnie się spodobał.
  3. Kruki ewidentnie działają. Ale potrzebny jest jeszcze trzeci przy tym torfowisku, bo jeszcze delikatnie pogrzebały w otaczającej korze po przeciwnej stronie do kruków. Zrobiły za to szkodę na torfowisku węglanowym, bo wyryły trzy tłustosze na jego krawędzi. Posadziłem, przeżyły, ale odchorują to trochę. Także tam też będzie potrzebny kruk. Zdjęcia obu miejsc są powyżej. W ostatniej relacji. Jest grupka darlingtonii posadzone w torfowcu, koło chamedafne i kukułek. Przy czym trzy nowe dosadziłem wiosną. Przedłużyłem fragment podłoża dla darlingtonii i nakryłem czerwonym torfowcem, który hodowałem sobie wcześniej dla helek, ale zmienił swój cel. Nie widać specjalnie za bardzo wzrostu w tej przezimowanej darlingtonii, ale uwierz, że był znaczny. Natomiast ta druga darlingtonia jest w takim torfowcowym placyku z dwoma storczykami (rozety liściowe) za towarzystwo. Tam nie było żadnego wzrostu ani wtedy, ani później. Jeżeli chodzi o kaskadę, to jutro mogę zrobić zdjątko. Zaskoczę Cię, ale woda w kaskadzie mi się nagrzewa masakrycznie. Taras się gotuje, gołą stopą nie staniesz, woda stoi na tarasie, leci ciepła. Donice stoją w powietrzy. Temperatura ma więcej stopni, niż powietrze, więc w zeszłym roku było to ponad 38,6°C, bo taki padł rekord w moim rejonie właśnie. Darlingtonia rosła w najlepsze, ale ja wiem, z czym ona ma problem u ludzi - z parowaniem! Ona musi mieć swobodę parowania z liści. Jeżeli ma za wysoką wilgotność powietrza nie może parować, a w ten sposób się chłodzi. Dlatego, gdy miałem ją niżej, w osłonięciu od wiatru, rosła, rosła i marniała nagle. Teoretycznie nagrzewa się w kaskadzie bardziej, woda jest cieplejsza ode mnie, ale tam jest też przewiewnie, więc liście mogą lepiej parować. Powinna była tak rosnąć doskonale pomimo okropnie ciepłej wody i tak też było. Dlatego darlingtonia może mieć ciepłą wodę, pod jednym warunkiem - że liście są owiewane wiatrem, co umożliwia jej schładzanie się. Myślę, że jak teraz będę w Myasłowicach, to porobię trochę zdjęć cyfrówką, z tym, że nie za wiele jest ciągle do fotografowania. Za rok na pewno będzie. A i zapomniałem na śmierć, miałem kiedyś D.m. 'Spotty', myślałem, że mi zdechła w kastrze, bo nigdy nie rosła dobrze, NIGDY(!), a tymczasem okazało się, że żyje i rośnie pod etykietą 'Black Pearl', w sensie była obok niej i dwie z trzech 'Black Pearl' okazały się być 'Spotty'. Zdecydowanie zaczyna lepiej wyglądać, jak w kastrze i ma typową dla siebie cechę. Znalazłem też siewkę bliżej nieokreślonego tłustosza w pobliżu chamedafne, nie mam pojęcia, co to będzie, ale pozwolę mu tam porosnąć, to się dowiemy.
  4. Taka ciekawostka odnośnie darlingtonii, jedną posadziłem przy odpływie - miała mokro, drugą w połowie wysokości torfowiska - miała jedynie wilgotno. Ponieważ chciałem sprawdzić, jak będą rosły w wilgotnych i mokrych warunkach w naszym klimacie, to je rozdzieliłem w ten sposób. Posadzone w tym samym czasie, w taką samą mieszankę podłoża. Światła miały dokładnie tyle samo, różniła je tylko i włącznie wilgotność podłoża. Darlingtonia u mnie w kaskadzie - miała mokro - dawno rośnie. Darlingotnia z Mysłowic z poziomu odpływu ruszyła raptem z tydzień po mojej z kaskady. No i tutaj robi się ciekawie, darlingotnia z wilgotnego stanowiska stoi, zero wzrostu. Stożek wzrostu jest przepiękny, odsłoniłem go spośród torfowców, normalnie zero zamiaru do wzrostu, choć słońce momentami porządnie dogrzewa. Najwyraźniej ta roślina potrzebuje mieć wiosną mokro, aby zastartować ze wzrostem. Ponieważ jest już koniec maja, a pozostałe dwie darlingotnie rosną już od jakiś 3 tygodni i mają liście po dobre 6-7 cm, to postanowiłem przesadziłem śpiocha do poziomu odpływu. Trochę się tam teraz gęsto zrobiło, bo cztery to trochę sporo, zważywszy, że jeszcze urosną. Natomiast obstawiam, że w ciągu tygodnia od przesadzenia jej, zacznie rosnąć. Będę tam po tygodniu, więc zobaczymy. Ta obserwacja była dla mnie bardzo ciekawa. System korzeniowy ma zdrowy, kłącze zdrowe, stożek na końcu kłącza przecudowny, z tym, że jeszcze nie poczuła wiosny. Dzisiaj z Niemiec doszła do mnie malina moroszka. Poprzednia próba uprawy tego gatunku nie powiodła się. Teraz spróbuję w podusi z torfowca i zobaczymy, co mi z tego wyjdzie. Zauważyłem też, że kapturnice posadzone późno jeszcze nie ruszają za mocno. Myślałem, że S. leucophylla jest późna, ale to nie do końca jest prawda, ponieważ miałem swoje S. leucophylla, zabiedzone, ale własne, które rosły w gruncie i ja je z dorodnym systemem korzeniowym przesadziłem. Nie wiem, które to są, bo nie mają etykiet. Były tak zabiedzone, że muszą puścić jakieś liście, abym dowiedział się, która jest która. Natomiast wszystkie już ruszyły i to bardzo porządnie. Te, które były kupne, posadzone, jako odcięte kłącze przed wysyłką, nie ukorzeniły się za specjalnie, one są wyraźnie spóźnione. Spodziewam się, że za rok, po całym okresie wegetacyjnym w podłożu, stosownie się ukorzenią i będą ruszały wcześniej. Chyba, że niektóre lokanty są jednak późniejsze. Bardzo spóźniona jest S. minor. Żyje, ale ani śladu wzrostu. Zastanawiam się, czy w jego kwestii nie będzie podobnie, jak w przypadku darlingtonii. Ponieważ dostałem dorosną kępkę, nie ma mowy o odcinaniu kawałka kłącza. Zastanawiam się, czy nie posadzić jakiejś. S. minor w mokrych warunkach, ale nie wiem, jak wtedy zniesie zimę. Może okazać się, że na torfowisko S. minor nie jest specjalnie najlepszy. Rozmyślam, czy nie zrobić eksperymentu i kilku roślinom nie pozostawić liści do momentu wzrostu nowych i zobaczyć, jak to wpłynie na ich start względem pozostałych. Usunąłbym tylko całkowicie martwe fragmenty. Ma ktoś jakieś obserwacje w tym kierunku?
  5. Ty masz to ponazywane w ogóle?
  6. Cudowne zestawienie zdjęć, trudno powiedzieć, co mnie zafascynowało, bo chyba wszystko po trochę. Szczególnie przykuły moją uwagę tłustosze amerykańskie. Próbowałem P. lutea, ale bezskutecznie, nie bardzo wiem, czego mu u mnie brakło, wilgoci w podłożu, w powietrzu, temperatury? Mam nadzieję, że Tobie się udadzą i je rozgryziesz. Po co siatka na szklani? Musisz ją cieniować?
  7. Zapomniałem napisać, że D. binata ruszyła już w dwóch miejscach. Niestety nie we wszystkich. Jestem ciekaw, czy przeżyła w pozostałych punktach. Na pewno na granicy z częścią wapienną padła jeszcze przed zimą, pozostałe miały się dobrze. Na pewno ten gatunek zdecydowanie lepiej się czuje, gdy ma torfowca do dyspozycji i zastanawiam się czy jednak jakiegoś osobnika nie posadzić w torfowcowej poduszeczce, tam powinien czuć się lepiej. Kolejna relacja mam nadzieję, że będzie z końca maja. Potem to już może być dopiero z lipca... Macie jeszcze może jakieś pomysły na rośliny? D. aliciae padły, zobaczymy czy odbiją od korzenia. Myślałem też o D. spatulata, tylko musiałbym poszukać klonu z jakiś chłodniejszych rejonów. Posadziłem jedną D. arcturii, bo się zaplątała niechcący. Znaleźć D. murfettii będzie ciężko. Widziałem, że doskonale w kwaśnym podłożu radzi sobie po prostu P. grandiflora, co chciałbym później sprawdzić, bo on wygląda po prostu genialnie. Naszła mnie myśl na P. antarctica, gdyby się udało zdobyć. P. villosa odpada totalnie, gdyż jemu podłoże nie może się nagrzewać, a to miejsce się nagrzewa. Ten gatunek w hodowli u as tylko w chłodnej piwnicy i sztuczne oświetlanie, i 9 miesięcy spoczynku. Naszła mnie myśl o D. peltata, ale takie potencjalnie mrozoodporne są w Chinach i nie mam bladego pojęcia, jak zdobyć taki genotyp. Jest kilka tłustoszy, które rosną na kwaśnych podłożach, jeżeli nadarzy się okazja, zakupię je i popróbuję. U. conurta trochę się boję nie ukrywam, że zrobi się chwastowaty i mi totalnie całość zarośnie. Wolałbym, żeby zrobił to U. monanthos i/lub U. dichotoma. D. linearis odpada, bo ona musi być zalana na zimę, a ja nie mam na tym torfowisku takich możliwości, choć chętnie spróbowałbym ogólnie uprawiać ten gatunek, bo mogłoby być fajnie. Na pewno turiony dramatycznie znoszą przymrozki. Być może, gdyby był regularny śnieg, to dałyby radę, ale tak to już przy obecnych zimach niestety nie radzą sobie. Mam jednego osobnika D. Anfil, rośnie koszmarnie chimerycznie, jak na razie. Muszę go rozmnożyć z sadzonki liściowej i spróbować w różnych warunkach, bo też wygląda bardzo przyjemnie. Tak lekką dygresją. Zauważyłem, że Darlingotnia stała się koszmarnie trudna do zakupienia. Mam nadzieję, że jak porośnie na torfowisku, to będę jej stałym źródłem dla chętnych.
  8. Hejka, D. capensis mi nie odbija jeszcze, myślę, że jest dla niej ciągle za zimno. Zresztą teraz były takie spadki temperatur, że to nie jest dziwne. Jednej nocy musiał być przygruntowy przymrozek, gdyż niektóre kwiaty niskich rododendronów przemarzły, podobnie jak młode pędy winogron. Natomiast nie zauważyłem żadnej negatywnej zmiany na torfowisku. Ile było na minusie, tego nie jestem w stanie powiedzieć, ale na pewno niewiele. Jestem już pewien, że Utricularia monanthos "Queenstown"nie przeżył zimy. Nie wiem, w jakich okolicznościach padł, ale znalazłem go na zdjęciach i wiem, gdzie dokładnie się znajdował - nie ma po nim śladu. Wiem, że miał nieco większe liście od tego, którego miałem bez lokalizacji. Nie wiem, czy powinienem był mu dać podłoże bardziej piaszczyste. Posadziłem go jeszcze w 3 miejscach na powrót, podobnie wsadziłem U. dichotoma. Będę jeszcze szukał U. monanthos bez lokantu, może tamten okaże się bardziej wytrzymały, chyba, że robię coś nie tak. Mam ciekawą obserwację, mianowicie Dactylorhiza fuschii oraz Darlingtonia californica, które rosną w różnych miejscach są w różnych fazach wzrostu zależnie od wilgotności podłoża! Mianowicie Darlingtonia, która rośnie w mokrych warunkach w najniższym punkcie torfowiska już dawno ruszyła ze wzrostem i wybiła się z liściem ponad torfowiec, podczas gdy jej koleżanka rosnąca w torfowcowym oczku powyżej, mając jedynie wilgotne podłoże jeszcze nie ruszyła się ze spoczynku! Podobne zachowanie ma kukułka D. fuschii, osobniki w wilgotniejszych miejscach są znacznie bardziej zaawansowane, niż te w miejscach mniej wilgotnych. Podczas gdy ta z najbardziej mokrego punktu jest już w pełni otwarta, osobniki z okolicy środka torfowiska są jeszcze w mocnych pąkach. Ponieważ jest jej tam więcej tę prawidłowość widać na kilku roślinach. Różnica może wynosić nawet do 2 tygodni. Skąd taka dramatyczna różnica, tego nie wiem. Na pewno bardzo późno ruszą S. leucophylla, większość już wystartowała i z liśćmi prym wiodą S. oreophila. Może z powrotem ciepła to się trochę wyrówna. Dopóki wszystko nie porośnie, nie będę mógł nic powiedzieć o stratach. Nie chcę grzebać za stożkami wzrostu, bo już jeden nowy liść prawie ułamałem odkopując stożki wzrostu. Także czekam. Pozbyłem się siatki, bo choć pomocna, przeszkadzała w podziwianiu torfowiska. Postawiłem kruki, które zakupiła teściowa. Podobno kosy trzymają się od nich na dystans, a wróble i gołębie się ich nie boją. Zobaczymy, czy faktycznie spełnią swoją funkcję. Atrapy są na tle realistyczne, że przyszła kotka sprawdzić, co to takiego, więc na pewno z dystansu wyglądają realistycznie. Ruszyła Pogonia ophioglossoides - kilka kwiatów będzie, mam nadzieję, że z czasem troszkę się rozrośnie. Niepotrzebnie ścinałem liście S. purpurea i S. psittacina - wyglądają jak łyse papugi trochę. Dosadziłem już ostatnią partię kapturnic: Sarracenia leucophylla "Helmut's Delight" (Christian Klein) Sarracenia psittacina "Neon !", (all green Wewahitchka, Co x Baldwin) (Christian Klein) Sarracenia psittacina ssp. okefenokeensis Liberty Co (Christian Klein) Sarracenia psittacina var. heterophylla, Wewahitchka,Fl, (Christian Klein) Sarracenia rubra ssp. rubra Shallote, NC (Christian Klein) Sarracenia rubra ssp. rubra "Long Lidded Form", North Carolina, (Christian Klein) Sarracenia rubra ssp. wherry "Orange Flower"(Christian Klein) Sarracenia x Carnilandia, (flava red tube x oreophila large red pitchers) (Christian Klein) Sarracenia leucophylla Helmuts Delight x Leah Wilkerson (Christian Klein) Teraz tylko zostało mi kilka rzadszych storczyków i jakieś pojedyncze rośliny towarzyszące które będę powoluteńku odnajdował. Wysiałem nasiona Sabatia kennedyana oraz Eriophorum vaginatum - zobaczymy czy cokolwiek wzejdzie. Posadziłem dwie Spiranthes sinensis jedną po prostu w torfie z piaskiem, drugą koło wyżej położonej darlingtonii, zobaczę, gdzie i jak porośnie, bo trzeba rozgryźć ten gatunek - jest przecuowny. Dosadziłem też Dactylorhiza incarnata, ale nie wiem czy to był dobry pomysł, bo doczytałem, że ona rośnie na torfowiskach węglanowych i nie wiem, czy nie będzie głodować na kwaśnym... Może jednak przesadzę większość na węglanowe, a z 1-2 zostawię na próbę na kwaśnym, zobaczyć, jak to zniosą. Na część wapienną wsadziłem Gymnadenia conopsea i formę gęstokwiatową. Primula scandinavica oraz Primula norvegica. Przeniosłem też prawie wszystkie swoje mrozoodporne tłustosze z kastr, bo tam nie pamiętałem, aby o nie dbać. Trochę nie mogę się doczekać, aż kapturnice zakwitną i pokażą swoje dzbanki. Patrząc na listę kapturnic, trudno uwierzyć, że upchałem ich tam aż tyle, powinny mieć dość miejsca dla siebie. Oby tylko im się to miejsce spodobało i z pełnią lata zachwyciły swoim wyglądem.
  9. Ja też mam Awuael Leddy zarówno sunny, jak i Plant - wolę dla efektu Sunny, choć łączę po jednej na terrarium. Natomiast taka moc na wiele roślin Ci nie wystarczy.
  10. U mnie jeszcze nawet nie wykształciły jeszcze dzbanów, o kolorach nie wspominając. Pierwsze będą Oreophile, a leucophylla stoi jeszcze w spoczynku... w tym tempie ta to się chyba rozwinie z końcem czerwca dopiero. Twoje są już nieźle wybarwione. W szklarni na pewno byłoby szybciej i lepiej.
  11. Sarracenia leucophylla potrafi być wysoka na ponad 1m, są krzyżówki, które bywają wyższe. Wszystko zależy o warunków, w jakich je uprawasz, bo tylko warunki szklarniowe dadzą taki efekt. Kapturniucy nie da się rozmnożyć z uciętego liścia. Kiedyś próbowałem z oderwanego, też bez powodzenia, co prawda wypuścił korzeń, ale nie było nowego stożka wzrostu. Możliwe, że jest to osiągalne, choć mnie się nie udało. Poza tym kapturnice bardzo chętnie tworzą nowe stożki wzrostu, więc nie zajmowałbym się robieniem sadzonek z liści, skoro można mieć gotową, dorodną roślinę, jak da się roślinie matecznej samej podzielić.
  12. Dziękuję Wam za krzepiące słowa. Myślę, że na koniec maja będzie już wiadomo, jak przebiegła ta zima. Trudno ją uznać za normalną, więc trzebaby poczekać na inną, bardziej mroźną. Typowe, polskie zimy są śnieżne, a śnieg to jednak ochrona dla gleby i roślin, więc ta nie miała nic wspólnego z typową zimą. Teraz po gwałtownym ociepleniu znowu przyszły chłody, to też jest nienormalne. Dlatego tak bardzo czekam na trwałe ciepło, bo dopiero wtedy będzie już wiadomo, jak przebiegł ten okres spoczynku i ile jest strat. Ale wydaje się, że poza S. 'Ladies in Waiting' trwałych strat nie powinno być. U mnie już U. monanthos przeżywał mrozy ma zewnątrz, więc mam nadzieję, że po prostu go nie zauważyłem. Kojarzę rejon, w którym go wsadziłem, ale on się nie rozrósł za wiele przed zimą. Jeszcze będę go wypatrywał kolejnym razem. Ewentualnie mam go asekuracujnie w doniczce. Także będę mógł ponownie wysadzić i przyjrzeć mu się jeszcze raz. Zaskakującą byłaby jego śmieć po marcu, choć wierzę, że przygruntowe przymrozki mogłyby być dla niego gorsze, jak regularny mróz. Sporo wtedy ziemia pracowała. Muchołówki powybijało z podłoża, a przynajmniej część z nich. Myślę, że musi całość się związać albo zarosnąć kobiercem drobnych mchów. Ja bym tego gatunku jeszcze nie skreślał. Będę też chciał dosadzić U. dichotoma w innym miejscu, widziałem, że na torfowisku w Niemczech dawał radę, a co mi szkodzi spróbować?
  13. Piękności, aż miło się ogląda. Szkoda, że to tyle czasu zajmuje, a oglądanie całej tej pracy zajmuje tak mało czasu. Ciekawe, czy nazwiesz, któreś ze swoich osiągnięć?.
  14. Cześć, zdecydowanie nie możesz w tym uprawiać roślin owadożernych, bo to się zasadniczo nie może udać. Musisz trochę poczytać o wymaganiach roślin, które chcesz uprawiać, bo wyczuwam pewien niedobór informacji. Zdecydowanie nie należy mieszać zwykłej ziemi z torfem dla roślin owadożernych! Te betonowe formy absolutnie nie nadadzą się do roślin owadożernych z wielu powodów. Trudno je nawet wykorzystać do innych roślin również, chyba, że jeden poziom i do takich o długim systemie korzeniowym. Ewentualnie wybitnie sucholubnych, bo zdrenowanie podłoża w tym jest olbrzymie. Oczywiście, że woda przeleci, niby dlaczego miałaby nie przelecieć, skoro to coś nie ma dna? Chyba, że wsadzisz jakiś gruby, szczelny foliowy worek, ale jak będziesz sprawdzał szczelność konstrukcji? Jak odwodnisz na zimę, aby nie rozsadził tego mróz, skoro nawet plastikowe kastry/wiadra potrafi z łatwością rozsadzić. Zostanie Ci tylko woda w samym torfie, a ponieważ to nie szkło, plastik czy guma, więc beton z lubością wyciągnie całą wilgoć z torfu i odda ją do powietrza. Rozpuszczalne minerały z betonu, które mogłyby przesiąknąć do torfu są pomijalne, bo zanim te procesy zaczną szkodzić roślinom, to one Ci dawno w tej konstrukcji pozdychają. Są na forum tematy, które opisują, jak zbudować kastrę dla roślin owadożernych, bądź torfowisko w ogrodzie i to przypięte w tym dziale. Są przykłady innych osób, które zrobiły torfowiska, bądź donice dla owadożerów. Popatrz, jak to się robi, jak powinno się robić, jak zrobili to inni i jakie mieli efekty. Doceniam zapał, on jest szalenie potrzebny, jednak bez odpowiednio ugruntowanej wiedzy, będzie to próżny trud z licznymi ofiarami i zawodami po drodze. Poczytaj i przewertuj forum.
  15. Po głównym stożku wzrostu straciły: Sarracenia alata var. atrorubra A5 Sarracenia 'Juthatip Soper' Obie były lekko zagłębione w podłożu, z czego pierwsza zdecydowanie miała zakopane kłącze. Najbardziej ucierpiał jednak krzaczek S. pstittacina - osobnik, który był olbrzymią kępą i z tego powodu kilka stożków było ewidentnie uniesionych ponad poziom podłoża jak palmy. Dla kontrastu, osobnikowi obok, który też jest kępką ale na poziomie gruntu - nic mu się nie stało. Nie wiem na ile też mogła to być moja wina i ścięcie starych, choć żywych liści w połowie marca mogło do tego doprowadzić. W końcu stworzyłem w warunkach chłodu i przygruntowej wilgoci żywe rany. Zwykle obcinałem stare liście, gdy wychodziły już kwiaty i temperatury były stale dodatnie, ale z powodu incydentów w ułamywaniu pędów kwiatowych i nowych, młodych liści, postanowiłem usunąć stare liście przed początkiem wegetacji. Nie ma mnie tam na stałe, nie wiedziałem, w jakim stadium wegetacji zastanę je ponownie. Z drugiej strony zostawiłem stare liście na zimę celem ochrony stożków przed potencjalnym, mroźnym wiatrem, a tymczasem na przygruntowe przymrozki ściąłem je w połowie marca. Nie wykluczam, że to też mogło być przyczyną infekcji tych pojedynczych roślin. Musiałbym zrobić eksperyment i połowie kapturnic obciąć liście na zimę, a połowie tak, jak teraz albo później. Trudno będzie mi jednak zrobić to miarodajnie, żeby te połowy były sobie równe, bo tam prawie każda roślina jest inna. Jedne będą młodsze, inne starsze, jedne zagłębione w podłożu, kolejne na powierzchni, te grupy nie będą sobie zbliżone. Śmierć S. 'Ladies in Waiting' na pograniczu z częścią wapienną, jako jedną z ofiar jonów wapniowych czy śmierć S. x rehderi krótko po posadzeniu na świeżym torfowisku (moja wina za długo trzymałem odpakowaną roślinę) trudno uznać za negatywny efekt samego torfowiska. Podobnie jak obumarcie głównych stożków wzrostu dwóch odrębnych roślin, skoro, jak na razie, cała reszta wygląda, że ma się dobrze. Czas pokaże. Gdzieś tam te ofiary się trafiają chyba każdemu, nawet w szklarniach. Mówię chyba, bo o tym musieliby napisać hodowcy, którzy trzymają kapturnice w szklarni, czy corocznie mają jakieś pojedyncze całkowite lub częściowe straty. Jeżeli ofiar w szklarniach nie ma, a u mnie były dwie niemiarodajne i dwa uszczerbki na zdrowiu, bez całkowitego zgonu (bo te rośliny dalej rosną, w częściach kłącza), to ja osobiście jestem bardzo zadowolony z efektów. Myślę, że bardzo dużo powie jeszcze ten rok i może jakaś reprezentatywna zima. Nie znalazłem U. monanthos... i choć w marcu go ewidentnie widziałem, tak teraz nie udało mi się go odszukać. Muszę go oetykietować, bo mi się gubi. Zdziwiłbym się, gdyby padł.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.