Skocz do zawartości

Cephalotus

Administrator
  • Liczba zawartości

    4110
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Cephalotus

  1. Ciepła stratyfikacja to po prostu poddanie nasion działaniu ciepła, co ma odzwierciedlać ich ciepły spoczynek. Jak np. ma wiele gatunków klimatu śródziemnego czy np. australijskich. Nie trzeba koniecznie działać wrzątkiem na nasiona. Wystarczy je wystawić na działanie słońca w okresie letnim, w sposób naturalny i wysiewać kiedy temperatury złagodnieją, bądź w warunkach kontrolowanych. Bo takie nasiona właśnie kiełkują w okresie jesiennym, kiedy przychodzi ochłodzenie i razem z nim wilgoć. Innymi słowy, wszystkie rośliny przechodzące gorący i suchy okres spoczynku, jednocześnie powinny być wysiewane z zapewnieniem ciepłej stratyfikacji. Ale nic nie jest takie oczywiste i niektóre gatunki skiełkują w każdym momencie, w sprzyjających warunkach wzrostowych. Kwestia pożaru jest zupełnie inna. Nie koniecznie chodzi o samo ciepło a o substancje zawarte w dymie. Ja np. do wysiania kilku gatunków australijskich roślin dostałem "dym w proszku", który zawiera substancje jak w dymie i wystarczyło posypać tym podłoże bądź pomoczyć dobę w roztworze tej substancji. Miało to woń prawdziwego dymu. Także nie było tutaj mowy o działaniu ciepła, tylko substancji chemicznych zawartych w dymie. Oczywiście czasem jest tak, że łupina nasienna może być na tyle nieprzenikliwa, że dopiero lekkie jej uszkodzenie przez ogień może dopuścić inne substancje do środka. W przypadku ognia głównie chodzi o te substancje czynne jak samo ciepło.
  2. Kastra czyni cuda. Pełna swoboda dla korzenia, stabilne warunki wilgotnościowe, to powoduje, że roślinom rośnie się tak dużo lepie w tych samych warunkach świetlnych, jak w pojedynczych doniczkach. W przypadku tego piaseczku na wierzchu pięknie podkreśla kształty i kontrasty w kolorach. Choć z czasem i tak zarośnie go cienka warstwa mchów, dużo cieńsza niż te w pojedynczych doniczkach. Teraz ludzie będą rezygnować z 20 pojedynczych doniczek i w ich miejsce konstruować kastry. Dobrze.
  3. Piękne Darlingtonie. Obydwa stanowiska wydają się być z tych nad oceanicznych, więc żadna niestety nie będzie z tych bardziej górskich, żeby mieć tutaj porównanie. Oczywiście, że biała doniczka nie zaszkodzi, a na pewno będzie się mniej nagrzewać. Tylko jak temperatura otoczenia sięga rzędu 30*C, to czy ma się białą doniczkę czy nie, to podłoże w pewnym momencie też do takiej temperatury się nagrzeje, a w metodzie ze schładzaniem chodzi o to, żeby podłoże utrzymać zimne. Ja się zgodzę, że można zimną wodą stale traktować Darlingtonię, bo jest do tego przystosowana. Tylko jest to raczej problematyczne, a skoro nie jest bezwzględnie konieczne, to na co sobie życie komplikować? Przepłukiwania podłoża od góry np. przez deszcz zauważyłem, że ma cudowne działanie na wiele roślin, bo po prostu usuwa rozpuszczalne składniki, które np. wzięły się z zanieczyszczeń powietrza (pyłki w okresie pylenia). Choć w zamkniętej misie jaką ja mam, trudno o takim przepłukiwaniu do końca mówić. Jednak coś tam się rozpuści i nadmiar też może odpłynąć, choć górą. Z tym brakiem zimowania to duża ciekawostka. Ponieważ Darlingtonia nie wytwarza płaskiej blaszki liściowej przy braku światła, więc jej pułapki nie traci na atrakcyjności. W przypadku braku właściwego zimowania np. kapturnic, zwykle jednak stają się wybitnie nieatrakcyjne, choć ostatnio pokazany był dziwny przykład jakby trochę temu przeczący. Nigdy nie próbowałem iść wbrew zimowaniu Darlingtonii, bo skoro to taki "delikatny gatunek" i w ogóle, to nawet mi to do głowy nie przyszło. Co innego, jak ktoś jest do tego zmuszony. Ciekawe jak taki brak zimowania wpływa na ogólne tempo wzrostu oraz czy wymaga wtedy doświetlania.
  4. Serbia, dziękuję za bardzo ciekawą relację. Ale jak jeszcze raz tak polinkujesz zdjęcia z Photobucket'a to się delikatnie zdestabilizuję emocjonalnie... Bo ja też z niego korzystam, tam masz coś takiego jak "direct link". Kopiujesz właśnie go, klikasz guziczek drugi na prawo od ikonki emotki nad oknem pisania wiadomości i potem wklejasz ten link, voila, masz obrazek. Nie zmuszaj mnie do poprawiania takich ciekawych tematów jeszcze raz. Bardzo mnie zaciekawiło, jakie niezwykłe efekty osiągnąłeś w przypadku kapturnic. Nie wiem jaki Ty masz ten południowy parapet, ale najwyraźniej nie do końca jest on normalny, bo, żeby kapturnice tak wyglądały, to muszą mieć na prawdę dużo słońca. Jak widać, przynajmniej w przypadku Twoich warunków, kapturnice znoszą to jakoś nieźle i szybko wracają do pięknego stanu. Co do muchołówek, to zdecydowanie widać negatywny wpływ braku zimowania w odpowiednich warunkach. Zgaduję, że to dlatego, że muchołówki mają liście płasko na podłożu. Gdybyś nachylił doniczki do okna, żeby miały więcej słońca, to przy Twoich warunkach jakie tam masz i działają cuda z kapturnicami, to i muchołówki powinny lepiej wyglądać. Przede wszystkim sugestia Niekumatego Buraka jest zasadna, termometr by się przydał. Do tego nie wiemy ile bezpośredniego nasłonecznienia możesz tam mieć. Jest różnica w dostępnie słońca zależności od położenia w tym i pięta. Ktoś mieszkający na 10 piętrze będzie miał więcej słońca niż ja w swoim ogrodzie w najsłoneczniejszym punkcie. To jest różnica, warto o tym wspomnieć. Dla kontrastu, taki normalny parapet typu mój, czyli mnóstwo słońca a nim nie ma dzień aż tak długi też nie jest. Temperatury pokojowe rzędu 19-20*C nie więcej. Oczywiście od okna może być ze 3-4*C mniej, myślę coś koło tego. Efekty z pierwszego zimowania w 2003, kwiecień. Kiedy nie wiedziałem nic na temat roślin owadożernych a o zdobywaniu wiedzy w internecie... mogłem pomarzyć. Jak sobie poszedłem do kawiarenki internetowej i 2 zł za godzinę zapłaciłem, to sobie mogłem czeskie strony pooglądać, bo nawet nie wiedziałem gdzie coś o nich szukać. A moje efekty w przypadku kapturnicy były zupełnie odmienne od Twoich. Saracenia rubra ssp. rubra (kiedyś wyglądała ładnie i normalnie) Muchołówki
  5. Śliczniutkie. Tak się ciągle zastanawiam... widać, że masz zrobione terrarium z poliwęglanu. Na pewno ma to plus w łatwości wprowadzania zmian i utrzymaniu niskich temperatur, ale bardzo cierpi na tym estetyka ogólna. Szło jest o wiele estetyczniejsze, ale można w zasadzie wykluczyć możliwość wprowadzania zmian i na pewno gorzej izoluje. :/ Nie wiem na co się jeszcze zdecyduję. :/ Ten U. alpina x humboldtii ślicznie rośnie, aż żal, że nie kwitnie, bo kwiatki ma zachwycające.
  6. Oczywiście, że wyda. Po prostu w jej naturze nie leży wchodzenie w spoczynek. Poza tym brak spoczynku w przypadku gatunków go bezwzględnie nie wymagających, nie jest równoznaczny z brakiem Gemmae, których produkcja jest stymulowana zwykle przez niskie temperatury. Moja D. paleacea ssp. roseana nie przechodzi u mnie spoczynku, a wydaje gemmae regularnie.
  7. Ad. 1. Z czysto teoretycznego punktu widzenia powinno się lokanty wysokogórskie traktować odmiennie od tych niższych. Jednak jak porównałem sobie na mapkę występowania darlingtonii, którą można znaleźć TUTAJ z mapą stref mrozoodporności dla Ameryki Północnej, którą można znaleźć TUTAJ, to różnica w strefach lokacji nadmorskich i wysokogórskich różnią się niewiele. Zapewne dlatego, że wszystkie są w bliskim sąsiedztwie oceanu i nawet te wysokogórskie są pod jego silnym wpływem. W najlepszym przypadku te nadmorskie populacje będą odpowiadać strefie 8b (min temp. -9,4*C), a wysokogórska, jakby ją solidnie podciągnąć, znajdzie się w strefie 7b (-15,0*C). Możliwe, że latem wysokogórskie populacje mają średnio niższe temperatury, ale to też nic pewnego. Będąc raz w Alpach, mogę śmiało stwierdzić, że choć byłem na wysokościach przeszło 2000m, to temperatury były wyższe jak w mojej rodzimej okolicy w tym samym czasie. Różnica w strefie była 6 dla Alp i 7 dla mojej okolicy. Ja bym z wielką chęcią chciał przetestować genotyp z lokantu wysokogórskiego, ale nie wiem nawet gdzie zacząć go szukać w ofercie. Ad. 2. Gliniana donica ma te zalety, że pozwala podłożu lepiej oddychać. Zwiększając parowanie, paruje cała doniczka, schładza podłoże. Ale czy schłodzi się ono tak znacznie, jeżeli będzie stać w szklarni, w bezruchu powietrza, w ekstremalnych temperaturach? Śmiem wątpić. Także jedyny efekt, który będzie wymierny w każdych warunkach, to lepsze natlenowanie podłoża i ewentualnie lepsze chłodzenie w warunkach zewnętrznych, na wolnym powietrzu. Jednak oba efekty nikną, kiedy postawimy taką donicę w wodzie w całości, a efekt lepszego natlenowania podłoża będącego pod wodą, w nagrzanej, stojącej wodzie, wydaje mi się nieobecny. Ad.3. W moim odniesieniu podłoże idealne w przypadku rośliny, która bardzo lubi bez podania przyczyny zejść z tego świata, to takie, które pozwoli na utrzymanie jej przy życiu bez ponoszenia strat z powodu infekcji korzeni. Właśnie to jest przyczyną tych nagłych zgonów. Zdecydowanie mogę potwierdzić za jak najbardziej słuszne, obserwacje o zmniejszeniu się rośliny po przesadzeniu z innego podłoża, do żywego torfu. Powód jest prosty, podłoża i mieszanki torfowe będą zawsze nieco bardziej żyzne od torfowca, gdyż torf jest już w pewnej części rozłożonym torfowcem, więc i jest więcej dostępnych składników organicznych, a w przypadku mieszanek, nawet i mineralnych. Dlatego rośliny będą rosły "lepiej", czyli większe i szybciej w mieszankach torfowych. Sam niegdyś stosowałem takie mieszanki, jednak ich podstawowa wada, to ryzyko nagłego zgonu doskonale rosnącej rośliny, co czterokrotnie doświadczałem w przeszłości, kiedy fantastycznie rosnące osobniki, nawet kwitnące, nagle więdły. Czasem dało się je uratować odcinając umierającą część i tylko, jak miały więcej jak jeden stożek wzrostu. W przypadku torfowca, od trzech lat, w przypadku 11 roślin nie zaobserwowałem takiego zjawiska, które w przypadku mieszanek torfowych wypadało mi ze 4 razy w przeciągu ok. 3 lat, z identycznym traktowaniem w przypadku pozostałych czynników. Więc mogę śmiało stwierdzić, że żywy torfowiec zapewnia lepsze szanse na przetrwanie rośliny, bo kto chciałby nagle utracić dorodnego osobnika, który też urośnie w podłożu z torfowca, ewentualnie później. Bo takie dorodne okazy można oglądać w internecie, więc ostateczny efekt jest taki sam w przypadku torfowca co innych podłóż, może droga nieco dłuższa. Ja swoje rośliny sadziłem, kiedy połowa nie miała nawet dorosłych kielichów. Dzisiaj wszystkie mają. Największy okaz z ok. 3 cm listków ma obecnie ok. 11 cm kielichy. Więc efekt nie jest jakiś tragiczny. Posadzone do torfowca zostały zostały w Lipcu 2012r., a w 2013 (też jakoś w lipcu) wysadzone na torfowisko. Ad.4. Powiem tak. Początkowo w 2012 r. były hodowane w misowatej donicy, która okresowo jest zalana, a między podlewaniami, woda nie odparowuje z niej na tyle, aby nie było w środku nic ze stojącej wody. Donica stoi na okrutnie nagrzewającym się tarasie i wszelka woda w każdej z donic również nagrzewa się do poziomu zupy. Rośliny żyły i dalej żyją jakby nigdy nic. W 2013 wszystkie wyciągnąłem i dałem na zewnętrzne torfowisko, również na torfowiec, gdzie okresowo były zalane po stożki wzrostu, a okresowo miały jedynie bardziej wilgotno. Celem było sprawdzenie mrozoodporności. Dwa dni z min. temp. -14*C nic im nie zrobiły i było 100% przeżycie. Część wysiedlona z powrotem do mojej donicy, część na własne torfowisko. W misowatej donicy, w tym roku bezlitośnie posadziłem 2 sadzonki z in vitro, bez korzenia. Polecono mi je aklimatyzować, tymczasem ja je walnąłem w mech torfowiec na pełnym słońcu i jak na razie żyją i mają się dobrze. Nie widzę negatywnego wpływu z nagrzewania i odtlenowywania się takiej stojącej wody, kiedy za podłoże jest żywy mech torfowiec. Nie wiem co się dzieje z systemem korzeniowym, nie pamiętam, jak on wyglądał kiedy wyciągałem rośliny na przesadzenie, ale gdyby jakkolwiek wyglądały na chore, zapamiętałbym to. Podlewać można jak się chce. Osobiście proponowałbym z góry, albo wystawiać ją na płukanie przez deszcze. Szkody nie robi, a jak się podłoże przepłucze, to nawet i dobrze. Ja swojej misy podlewać inaczej jak z góry nie mogę, bo ona ma zamknięte dno, a odpływ jest ok 2 cm poniżej jej krawędzi. Ad.5. MOŻE jeżeli gdzieś w hodowli, ktoś faktycznie ma wysokogórską formę i ona faktycznie ma odmienne wymagania co do temperatury systemu korzeniowego... to chłodna woda miałaby jakiś sens. Ale zaryzykuję stwierdzenie, że ogólnie dostępne Darlingtonie w sklepach, czy od prywatnych hodowców, o ile nie posiadają lokantu przy nazwie z dużej wysokości, to można je śmiało podlewać po prostu wodą. Bez patrzenia na to czy jest zimna, czy ciepła. Ja od 3 lat nie patrzę na temperaturę wody, chyba, że dotykam podłoża i patrzę jak mocno się nagrzało, dla ciekawości. Jak pisałem wyżej, czasem ma temperaturę zupy, a Darlingtonia żyje. To potwierdza doświadczenia moich kolegów, ale u nich w szklarni podobno temperatury potrafiły doprowadzić kapturnice do zwiędnięcia, a Darlingtonii to nie wzruszyło. Rosły w żywym torfowcu. W okresie zimowym, na torfowisku, jak padają deszcze to sobie pływa. Jak stała w donicy, to też sobie pływała, jak padało. Wyjątkowo tę donicę chowałem, gdyż jednak przemarzanie korzeni w gruncie a w donicy, pokazało wybitną różnicę na przykładzie kapturnic, kiedy to wiele z nich wymarzło będąc w donicy, a żadna nie umarła w gruncie. Dlatego nie ryzykuję z Darlingtonią, bo za piękna i ciągle za cenna jest na taki eksperyment (przynajmniej na razie). W piwnicy, raz naleję solidnie wody, jak zobaczę, że już jakby podłoże solidnie odparowało, znowu podleję z górką. Nie pieszczę się z nią, a ona to doskonale znosi. W sumie to hodując ją w żywym torfowcu, przestałem rozumieć o jakich problemach z nią związanych, tyle ludzie piszą? Do małych przymrozków pozwalam donicy stać na zewnątrz. Jak już przychodzą regularne mrozy w dzień i w nocy, to chowam donicę do piwnicy. W tym roku będzie to 2 większe (starsze) i 2 maleńkie (z in vitro) rośliny, reszta w gruncie zostanie jak ostatnio.
  8. Cephalotus

    Drosera indica

    Brakuje mi w Twoim opisie takiego konkretu jak temperatura z podaniem wartości. Ja rozumiem, że "duże wartości", to jest też określenie, ale dobrze by było wiedzieć do jakich granic to dochodzi. Tak samo przy jakiej temperaturze na zewnątrz polecasz je wystawić? Bo to ma jednak znaczenie czy przy 15*C już można czy dopiero jak temperatury w ciągu dnia sięgają powyżej 20*C regularnie. Prosiłbym o doprecyzowanie tych informacji, jeżeli owe posiadasz. Kolejna sprawa, to dokarmianie. Czytałem, że ten gatunek wymaga dokarmiania, dla prawidłowego wzrostu. Przynajmniej musi łapać ofiary w młodym stadium, w przeciwnym razie nie jest w stanie przekroczyć pewnej wartości wysokości, bodajże ok. 1,5-2 cm czy coś. Mógłbyś się do tego odnieść?
  9. Cephalotus

    Rosiczki umierają

    Podstawowy problem tych roślin to tak jak zauważył allgreen, to absolutny brak światła. One po prostu tragicznie głodują. Jak chcesz, żeby Ci zimę przetrwały, to je wystaw na słońce, na południowy parapet. Muszą mieć słońce, lub mnóstwo światła sztucznego. One są po prostu tragicznie zagłodzone. Żal mi ich. :/
  10. Na bazie kilkuletnich doświadczeń i eksperymentów stworzyłem opis hodowli tego gatunku, który w znacznym procencie powinien zapewnić sukces w jego hodowli. Opis można znaleźć TUTAJ. Ponieważ nieuniknionym było pojawienie się innych poglądów i doświadczeń związanych z hodowlą tego gatunku, jedynie słusznym byłoby ich wyjaśnienie w tym temacie. Swoją wiedzę opieram na hodowli tego gatunku z lat 2006-2008 kiedy zrezygnowałem z jej hodowli z powodu zbliżających się studiów. Oraz ponowną hodowlę w latach 2012-do dzisiaj. Dodatkowo utrzymywałem kontakty z kilkoma zagranicznymi hodowcami, którzy hodowali ten gatunek w bardzo różny sposób, z doskonałymi efektami. Choć jak we wszystkim trudno być czegoś na 100% pewnym, to różnego rodzaju eksperymenty z warunkami hodowli w przeszłości jak i obecne, pozwoliły mi na wyciągnięcie pewnych wniosków, co do najbezpieczniejszej, ale nie koniecznie nie najefektywniejszej metody hodowli. Bo co nam po pięknych dorodnych roślinach, które bez podania przyczyny mogą paść? Dodano 23:33, 30.09.2014. Choć na Shout Boxie pojawiły się odmienne podlgądy hodowców Darlingtonii, nie zostały one powtórzone i w ten sposób utrwalone w tym temacie. Ponieważ miałem do nich wgląd, kiedy były jeszcze do odszukania w Archiwum Shout Boxa, postanowiłem po krotce odnieść się do nich w temacie z opisem gatunku. Te części są pokreślone. Liczę na to, że w przyszłości może pojawią się chęci i osoby z odmiennymi doświadczeniami jak moje i porównywalnymi sukcesami.
  11. Dwie sprawy: 1. jak zacząłeś stratyfikację teraz, to albo pociągniesz ją do marca, albo będziesz się bawił w doświetlanie w środku zimy... 2. stratyfikując nasiona można je dać do jakiegoś małego pojemiczna na mokrą ligninę, a po zakończeniu stratyfikacji wysadzić do doniczek. W ten sposób oszczędzamy miejsce i zbędny problem w trzymaniu doniczek w lodówce. Może być pudełko po kremie, cokolwiek, mały słoiczek, na pewno nie brakuje wam pomysłów. To moje dwa grosze.
  12. Nazwa polska: Darlingtonia kalifornijska Nazwa angielska: Cobra Lily Nazwa łacińska: Darlingtonia californica Występownie: Zasięg występowania Darlingtonii ograniczony jest do północnej Kalifornii i południowego Oregonu. Występuje w górach Sierra Nevada na wysokości do 2800 m n.p.m gdzie wyraźne jest oddziaływanie klimatu oceanicznego, a pora bardziej suchego lata trwa od 1 do 3 miesięcy. Siedlisko naturalne: Darlingtonia rośnie m. in. w pobliżu cieków wodnych (co bardzo jej odpowiada) w środowisku gdzie gleba nie podlega mineralizacji, gdyż stare liście oraz martwe szczątki ich ofiar są wymywane. Spotykana jest również na polanach leśnych i w lasach gdzie dominuje sosna żółta. Jest przywiązana do podłoża wykształconego ze skał serpentynowych, a więc bogatych jony magnezu z domieszką żelaza, niklu oraz chromu. Podłoże to jest jednak ubogie w węglany (jony wapniowe). W sąsiedztwie darlingtonii rosną między innymi takie rośliny jak: woskownica kalifornijska (Myrica californica), storczyki: obuwik kalifornijski (Cypripedium californicum), podkolan (Platanthera sparciflora), jak również inne roślin owadożernych: rosiczka okrągłolistna (Drosera rotundifolia), oraz gatunku tłustosza (Pinguicula macroceras ssp. nortensis). Historia: Odkrył ją w 1841 roku William D. Brachenridge podczas wyprawy dowodzonej przez kapitana Willisa. Stanowisko w górach Shasta początkowo nie zostało dokładnie zlokalizowane. Opis gatunku w 1853 roku opublikował botanik Johna Torrey'a. Nadał jej nazwę, na cześć swojego przyjaciela Williama Dalingtona, który jednak nigdy nie mógł ujrzeć żywych okazów Dralingtonii. Wygląd: Liście - pułapki wyrastają z powoli pełzającego kłącza. Pojedynczy dzban może osiągać nawet do 1 metra wysokości, jednak zwykle zawiera się w przedziale 20-80 cm. Większe liście pochylone, wzniesione ku górze, zaś mniejsze pochylają się lub pokładają nad ziemią, co znacznie zwiększa efektywność łowów. Górna część kielicha przekształcona jest w swego rodzaju "hełm" z góry pokryty areolami, komórkami pozbawionymi chlorofilu i z tego powodu przeźroczystymi. Przed wejściem do kielicha znajduję się charakterystyczny "rybi ogon", który pokryty jest gruczołami miodnikowymi, produkującymi przyjemną dla owadów woń. Dlatego też jego usunięcie znacznie utrudnia wabienie zdobyczy. Wejście kielicha, nazywane wargą, jest obficie pokryte analogicznymi gruczołami produkującymi nektar, jednak ich zagęszczenie w tym miejscy jest dużo większe jak na "rybim ogonie" i ma zniechęcić ofiarę do odejścia. Co ciekawe wszystkie liście, nawet te młode są skręcone względem osi długiej o 180 stopni. System korzeniowy Darliongtonii jest płytki, niezbyt rozbudowany oraz kruchy. Kwiaty - owadopylne, na wyniesionej łodydze zwykle około 30-40 cm, nie przestają rosnąć, nawet po zapyleniu. Występują pojedyncze, są zwieszone oraz pięciokrotne - posiadają pięć działek kielicha i pięć płatków, w kolorze czerwonym u większości roślin oraz żółtym u formy albinotycznej. W warunkach hodowlanych wymaga sztucznego, najlepiej krzyżowego zapylenia z odmiennym genetycznie osobnikiem. Zapylenie nie nastręcza problemów, gdyż znamię słupka znajduje się wyraźnie widoczne na szczycie dzwonowatej zalążni, a pręciki są u podstawy płatków, po trzy na płatek. Zdobywanie pokarmu i trawienie: Roślina ta wabi owada słodkim w smaku i zapachu nektarem, który z łatwością roznosi się w powietrzu z "rybiego ogona", a w dużej ilości znajduje się na wardze. Owad, który podda się kuszeniu i wpadnie do środka początkowo próbuje się wydostać górną częścią, lecz ze względu na liczne, skierowane w dół włoski, ucieczka jest niemożliwa. Wyczerpany i zdezorientowany spada na sam dół kielicha. Szczególnie dezornientujące dla owada jest wpadające obficie do środka światło przez areole na szycie zamkniętego wieczka. W dolnej strefie kielicha, włoski nie występują, natomiast często znajduje się tam ciesz z enzymami trawiennymi. W dolnej części roślina ta produkuje minimalne ilości enzymów trawiennych, jest także zdolna pobrać produkt rozkładu. Dodatkowo w rozkładzie ofiary biorą również udział m. in. roztocza i bakterie. Autorem części opisowej jest Maciej Diil pseudonim: mrDIIL Hodowla: zadowolona roślina może stabilnie rosnąć bez większego problemu, jednak przy nieodpowiednim podłożu, bez najmniejszego ostrzeżenia może zejść z tego świata. Swoimi wymaganiami nie odbiega bardzo od tych, które odpowiadają większością kapturnic, ale ze względu na swoją delikatność zasługuje na 4 w 6 stopniowej skali. Oświetlenie: Dalingtonia wymaga stanowiska z bardzo dużą ilością bezpośredniego nasłonecznienia. Najlepiej około 10-11h, a jeżeli to możliwe, to nawet i dłużej. W przypadku oświetlenia sztucznego, w celu uzyskania ładnego ubarwienia (u form, które się wybarwiają), wskazane jest stosowanie świetlówek ze spektrum UVB. W przeciwieństwie do większości kapturnic, zbyt mała ilość światła lub o zbyt słabym natężeniu, spowoduje jedynie bardzo powolny wzrost rośliny, jednak nie spowoduje mniejszej jej atrakcyjności poprzez wyprodukowanie dużego skrzydełka, czyli biegnącej od przedniej strony, blaszki liściowej. Podłoże i doniczki: W hodowli Darlingtonii wydaje się, że najbardziej kluczową rolę odkrywa właśnie podłoże. W naturalnym środowisku rośnie na podłożach serpentynitowych, które są bogate m. in. w jony magnezowe, a ubogie w jony wapniowe. Tego typu podłoże jest w zasadzie niemożliwe do odtworzenia w warunkach sztucznych i nastręczałoby ogromnych problemów. Tym bardziej, że dodatkowo często stanowiska Darlingtonii są przepływowe, więc eutrofizacja (użyźnienie) im nie grozi. Dlatego należy stosować inne podłoża, nie próbując odszorować tych naturalnych. Standardowe mieszanki z użyciem torfu, w którymś momencie mogą okazać się być przyczyną zgonu rośliny, niezależnie od tego, z czym go wymieszamy. Ponieważ ma on tendencję do powstawania procesów beztlenowych, a korzenie Darlingtonii są wyjątkowo podatne na infekcje grzybowe, toteż hodowcy zaczęli eksperymentować z chłodzeniem podłoża na różne dziwne i zbędnie utrudniające życie, metody. Sprawdzonym podłożem, które mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim jest żywy mech torfowiec, najlepiej grubowłóknisty. Można użyć wyłącznie torfowca albo na dno usypać 2-3 cm warstwę bazaltowego (lub innego, bezwapiennego) żwirku, a dopiero na wierzch dać mech torfowiec. Oczywiście żwirek przed użyciem należy dobrze wypłukać. W tego typu podłożu, infekcje mają o wiele mniejsze możliwości zaistnieć i od kiedy stosuję sam żywy mech torfowiec nie przytrafiło mi się jeszcze stracić ani jednego osobnika. Mam nadzieję, ze tendencja się utrzyma. Bardzo dobrą mieszanką okazuje się również torfowiec : perlit 1:1 lub torfowiec : perlit : seramis 1:1:1. Nie ma sensu stosować wysokich doniczek, gdyż tak naprawdę chodzi o takie podlanie rośliny, aby korzenie były stale w wodzie. Dlatego lepsze są niższe, ale szerokie donice. Wówczas też mech torfowiec nie powinien aż tak wysoko urosnąć, a podstawka z wodą nie będzie musiała wysoko sięgać. Do tego niższe donice sprzyjają lepszej wymianie gazowej, jak wysokie. Zależnie od upodobań, mogą być gliniane lub plastikowe. Ponieważ został podjęty temat glinianych donic, w sposób luźny na forum, postanowiłem się do niego ustosunkować. Mianowicie, jeżeli roślina może posiadać cały system korzeniowy pod wodą, zastosowanie donicy plastikowej lub glinianej nie ma większego znaczenia. Kiedy poziom wody utrzymywany jest stale w taki sposób, że większa część systemu korzeniowego znajduje się nad wodą, wówczas gliniana donica zapewnia większe możliwości jego napowietrzenia. Osobiście od zawsze stosuję donice plastikowe, które są dużo tańsze od glinianych i rośliny rosną w nich bez problemu od kiedy stosuję za podłoże żywy mech torfowiec. Stąd dopóki nie zostanie mi zaprezentowana wyższość donic glinianych nad plastikowe, ze swojej strony, nie będę ich polecał jako preferowane. Przesadzanie i kosmetyka: Poprawnie posadzoną Darlingtonię nie należy w ogóle przesadzać, a jedynie okresowo przyciąć zarastający ją mech torfowiec. Jeżeli będzie on już na tyle wiekowy, że po ścięciu nie będzie odrastał, dopiero wówczas można pomyśleć o wymianie go na nowy i przesadzeniu rośliny. Podlewanie, wilgotność powietrza: Standardowo do podlewania należy używać wody deszczowej z terenów nie uprzemysłowionych lub wody destylowanej/demineralizowanej. Sposób podlewania, to kolejny "problem" amatorów tej rośliny. Nie jest to aż tak kłopotliwe jak wielu się zdaje. Nie ma potrzeby schładzać jej wodę, jeżeli hodujemy ją w żywym mchu torfowcu. Dodam, że Dalingtonia preferuje dużo wody i najlepiej, aby jej korzenie miały jej pod dostatkiem. Dlatego też dobrze, aby miała zawsze ze 3 cm wody w podstawce i powinna ona sięgać jej korzeni. Może nawet mieć wodę po stożek wzrostu, warunek, to żywe podłoże. Oczywiście podlewanie z góry ma jak najbardziej rację bytu, gdyż przepłukuje podłoże i z powodzeniem można oddać ją naturalnym deszczom. Wilgotność powietrza jest bez większego znaczenia i może być z powodzeniem taka, jaka panuje w Polsce na zewnątrz. Temperatura: To kolejny mit na temat tego, czego wymaga ten gatunek. Że nie toleruje zbyt wysokich temperatur i powinien mieć zapewniony chłód dla systemu korzeniowego. Nic bardziej mylnego. Zgodnie z licznymi doniesieniami od zagranicznych przyjaciół, którzy trzymają ją w szklarni, zaobserwowali, że znosi ona o wiele lepiej największe szklarniowe upały niż wszystkie kapturnice, pod warunkiem, że ma za podłoże żywy mech torfowiec i wody pod dostatkiem cały czas. Dlatego temperatura wody nie ma większego znaczenia. Jednak nie ma też sensu męczyć swoich roślin skrajnymi upałami. Temperatury w okresie aktywnego wzrostu powinny zawierać się w granicach 15-30*C. Jednak okresowo zniesie i wyższe, bez żadnych dodatkowych zabiegów. Zdecydowanie ceni sobie nocne spadki temperatur (nie miałem okazji hodować jej w warunkach pokojowych), dlatego, jeżeli to możliwe, wskazane jest trzymać ją w okresie wegetacyjnym (od ok. marca/kwietnia do pańdziernika/listopada) na zewnątrz, celem zapewnienia dobowych amplitud. W okresie spoczynku temperatury powinny być stosownie niższe. Jako, że ten gatunek nie daje wyraźnego sygnału, kiedy wchodzi w spoczynek, należy powierzyć go temperaturom zewnętrznym, aby to one wprowadziły roślinę w zimowy sen. Wiele osób napisze, że nie powinno się jej eksponować na znaczne mrozy, nic bardziej mylnego, osobisty rekord kilkunastu roślin to -14*C, który to każda najmniejsza roślina zniosła bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Jej granica mrozoodporności pozostaje jak dotąd nieznana. Także dla tych, którzy chcą hodować ją na zewnętrznym torfowisku, śmiało mówię TAK. Ponieważ gatunek ten występuje również na znacznych wysokościach w górach, powszechnie uważa się, że właśnie te lokanty są trudne w hodowli i to właśnie one wymagają zapewniania chłodu dla systemu korzeniowego. Tego jednoznacznie nie mogę potwierdzić, ani wykluczyć, gdyż jak dotąd nie miałem okazji posiadać, ani nawet widzieć w hodowli osobnika z lokalizacją, o znacznych wysokościach nie wspominając. Ponieważ zdecydowana większość dostępnych w Europie w ofercie osobników, pochodzi z masówek Holenderskich w sposób mniej lub bardziej pośredni, to moje doświadczenia w głównej mierze opierają się właśnie na tego typu roślinach. Natomiast jeżeli zaistnieje okazja, z wielką chęcią przetestuję swoje metody na lokancie z najwyższych populacji. Nawożenie: W przypadku Darlingtonii nie ma najmniejszej mowy o nawożeniu. Ponieważ system korzeniowy tej rośliny jest nad wyraz delikatny, próby jakiegokolwiek odżywiania do korzenia, zapewne skończyłby się jej zgonem. Lepiej upolować dla niej ofiarę, jeżeli z jakiegoś powodu sama tego nie robi. Rozmnażanie: Z nasion: Po sztucznym, ręcznym zapyleniu rośliny, w torebce nasiennej zawiązuje się wiele brązowych nasion o średnicy około 1mm. Należy dokonać zapylenia krzyżowego, czyli z odmiennym genetycznie osobnikiem. Samo zapylenie nie powinno nastręczać problemu, gdyż w przeciwieństwie do budowy kwiatu kapturnic, kwiat Darlingtonii ma standardową budowę i łatwą do zrozumienia. Nasiona należy najpierw poddać stratyfikacji ? działaniu zimnem na nasiona z obecnością wilgoci. Celem wysiewu możemy użyć mieszanki torfowej, np. torfu z piaskiem w proporcjach ok. 1:1, lub użyć martwego mchu torfowca (żywy przerósłby nasiona) Nasiona lekko przygniatamy, aby przylegały do ziemi, ale ich nie wbijamy i nie przysypujemy podłożem. Następnie doniczkę na okres ok. 2-3 miesięcy umieszczamy w pomieszczeniu o temperaturze 0-5*C. Po stratyfikacji umieszczamy doniczkę z nasionkami w miejsce o temperaturze pokojowej albo można trzymać dalej z osobnikami dorosłymi (lub np. kapturnicami). Kiełkowanie zaczyna się po około 1-3 tygodniach od stratyfikacji. Jeżeli chcemy pielęgnować rośliny zgodnie z naturą, najlepszym okresem na wysiew będzie w grudniu lub styczniu, żeby w drugiej połowie marca zakończyć stratyfikację. Rośliny, które osiągną już ok. 4 cm liście można z powodzeniem wsadzić w mech torfowiec, najlepiej taki, który już nie rośnie bardzo aktywnie, czyli został wcześniej posadzony/przygotowany. Przez podział kłącza: Jest to najłatwiejszy i bardzo skuteczny sposób rozmnażania. Od rośliny macierzystej oddzielamy sadzonkę, o co najmniej 3-4 zdrowych liściach. Następnie umieszczamy ją w podłożu takim samym jak dla roślin dorosłych. Niezalecany jest pośpiech i warto poczekać aż nowa roślina zdecydowanie oddali się od macierzystej, gdyż wtedy będziemy mieć pewność, że wytworzyła również dorodny system korzeniowy. Dyskusja na temat różnic w sposobach hodowli i doświadczeniach z tym związanych, KLIKNIJ TUTAJ. Na razie ze zdjęć mam tyle, ale z czasem myślę, będzie więcej. Tutaj akurat ma torfowiec drobnowłóknisty, jednak doniczka ma wiele lat i w zasadzie zaprzestał on już swojego wzrostu, a to jest istotne. Ta została posadzona bez najmniejszego fragmentu korzenia, jak widać ma się doskonale. Posadzona na stałe na zewnętrznym torfowisku w 2013r., jako największa z 11 roślin. Przetrwały wszystkie, większość przesiedlona. Życzę samych sukcesów w hodowli tej unikatowej rośliny i mam nadzieję, że powyższy opis, to umożliwi. Krzysztof Ciesielski Luźne myśli: Ponieważ hoduję wiele różnych roślin nieowadożernych, mam szerokie doświadczenie w ich hodowli. W przypadku storczyka Cypripedium acaule, trudnością w hodowli jest jego wybitna podatność na infekcje grzybowe. Stąd w celu utrzymania go przy życiu w warunkach hodowlanych, kluczową rolę stanowi bardzo niskie pH podłoża, rzędu 3-4. W przypadku wzrostu pH natychmiast padnie ofiarą infekcji grzybowej i umrze. Wielokrotnie widziana w internecie śmierć Darlingtonii, jak również doświadczona na własnej skórze w przeszłości, jest niczym innym jak śmiercią w przebiegu infekcji grzybowej systemu korzeniowego. W środowisku naturalnym, podłoża serpentynitowe są dość "toksyczne" dla organizmów ze względu na swój nietypowy skład jonowy, stąd też stanowią pewne utrudnienie dla infekcji grzybowych. Kolejnym takim utrudnieniem będzie częsty wzrost Darlingtonii w pobliżu mniejszych lub większych cieków wodnych, które nie dość, że mają dobrze nadtlenową wodę, to dodatkowo wypłukują nadmiar składników organicznych, utrudniając saprofitom (do których należą m. in. grzyby) rozwój w podłożu. To wszystko składa się na zdrowy wzrost Darlingtonii w środowisku naturalnym, w maksymalnym tempie. Zastanawiające jest, że tak samo dobrze, choć może nie z pełną szybkością, rosną one w podłożu z żywego mchu torfowca, stojąc w wodzie, nawet po stożek wzrostu. Do tego woda ta okazjonalnie bardzo się nagrzewa. O odpowiednim napowietrzeniu korzeni trudno tutaj mówić, jeżeli poziom wody jest wysoki, natomiast będzie dobre, przy niskim poziomie. Jednak sam mech torfowiec jest dobrze znany z tego, że jest wybitnie ubogi w łatwo dostępne składniki odżywcze, z których mogłyby skorzystać m. in. grzyby chorobotwórcze. Stąd mój osobisty, niesprawdzony eksperymentalnie domysł jest taki, że tak ubogie podłoże uniemożliwia zaistnieniu chorobom grzybowym, pomimo sprzyjających innych warunkach, jak stojąca, nagrzana woda.
  13. Jeżeli chodzi o moją mieszankę, to ona ewoluuje z powrotem w kierunku mieszanki mineralnej. Problem polegał na tym, że na stronie Pinguicula.org doczytałem się składu, a nie było w nim nic na temat frakcji czy samego przygotowania. No to wziąłem składniki, które miałem, zmieszałem i posadziłem rośliny. Rosły w większości koszmarnie. Po dodaniu do tego co miałem wcześniej ok. 50% torfu zmieniło ich wzrost diametralnie. W zasadzie wszystkie rośliny porosły o wiele lepiej, ale wówczas zaczęły również wymierać, zapewne z powodu infekcji grzybowych. Kiedy ostatnio sadziłem i jednocześnie przesadzałem część tłustoszy, zrobiłem dwa rodzaje podłoża, z mniejszą i większą ilością torfu, już tam nie ma 50% torfu, powiedzmy, że jest ze 40% w jednych, a nawet 20% w drugich. O wiele lepiej rosną w tych, gdzie torfu jest niewiele. Tylko tym razem upewniłem się, żeby na prawdę solidnie pognieść mieszankę, pokruszyć na pył skałę wulkaniczną (przynajmniej jej część). Taka mieszanka jest w doniczce z P. jaumavensis, możecie się jej przyglądnąć. Jest do tego wapienna (czego może nie być widać akurat). Sprawdza się ona wyśmienicie. Stąd też zrozumiałem swój tragiczny błąd początkowy. Nie mogą podłoża budować wyłącznie grube frakcje! Widzicie, o to mi chodzi pisząc do Was o nie zrozumieniu czegoś w pełni. Ja dopiero się upewniam co do słuszności swojej wiedzy. Nie raz zdarzało mi się tak, że ktoś mi przekazywał jakąś wiedzę na temat hodowli pewnych roślin, a ona się u mnie w ogóle nie sprawdzała. Powód był taki, że ktoś nie umiał tej wiedzy właściwie przekazać. Co z tego, że ktoś robi coś doskonale, jak nie rozumie do końca istoty pewnych działań. Przekazuje wiedzę, nie w pełny sposób, potem czytający, stosując ją w praktyce w sposób dosłowny, tracą swoje rośliny. Posiadanie wiedzy to jedno, umiejętność przekazania clou sprawy, to zupełnie co innego. Tak samo stosowanie 100% mineralnego podłoża a doniczki gliniane i plastikowe, no to już jest różnica jak stąd na księżyc. Zupełnie inne napowietrzenie takiej mieszanki przy glinianej doniczce, także podlewanie wówczas jest inne. Jeżeli ktoś stosuje gliniane doniczki do danego podłoża i sposobu podlewania, a słowem o tym nie wspomni, to popełnia ogromny błąd. Najlepsza z najlepszych skał wapiennych, jaką można użyć do hodowli tłustoszy meksykańskich to tufa. To jest miękka skała, tak może ze 2-3 razy twardsza od kredy. Doskonale nasiąka, długo trzyma wilgoć. Posiadam ją, ale trzymam na okazję zbudowania prawdziwego terrarium. Dostanie tej skały w Polsce graniczy z cudem. Czasem można dostać taką bardzo twardą skałę, jakby z rurek, zwana czasem "makaronami". To jest zła skała, twarda, silnie skrystalizowana. Widziałem tufę w ofercie w Pradze, takie nie duże bryłki, idealne dla tłustoszy. Kiedyś się tam wybiorę i trochę jej przywiozę i postaram się rozpowszechnić w Polsce. Na tym porosną wam najrzadsze i najdelikatniejsze tłustosze meksykańskie jak marzenie. Oczywiście wapieniolubne. Co do P. ionantha, tak jak powiedział hddk, jest to gatunek północno-amerykański. Zdecydowanie wapienio NIElubny. Mieszanką na jego podłoże powinien być drobny piach(~1mm) z torfem gdzieś tak 3-4:1 piach:torf. Akurat ten gatunek nie tak znowu często rośnie w wodzie. Jak napisał hddk, CZASEM rośnie w wodzie. P. planifolia znowu zwykle rośnie w wodzie, jak również P. primuliflora. Dla tych gatunków to jest wręcz standard. P. ionantha musi mieć stale wilgotne podłoże, nawet powiedziałbym, że bardziej mokre w okresie aktywnego wzrostu, a mniej wilgotne i nigdy suche, w okresie chłodu i zatrzymanego wzrostu. Wilgotność powietrza zgadza się, powinna być nieco podwyższona. Temperatury najlepiej dać zewnętrzne w okresie lata, bo lubi spadki nocne i trzymać razem z muchołówką w zimie, choć jednak P. ionantha woli może bardziej zakres 10-15*C jak 0-10*C. Planowałem wziąć się za tą grupę tłustoszy w tym roku, nie wydają mi się wcale trudne, szczególnie, że dużo na ich temat sobie poczytałem. Powstrzymały mnie ich ceny. :/ Także za rok się za ich skompletowanie wezmę.
  14. Specjalnie nie mam się czym pochwalić. Tak samo jak w obecnych warunkach nie do końca jeszcze mogłem rozgryźć tłustosze meksykańskie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku mi się to uda, kiedy będę chciał zbudować dla nich duże akwarium, gdzie będą miały zrobiony cały ekosystem, a nie doniczki. Poważnym problemem okazało się podlewanie. Mianowicie niektóre z posiadanych gatunków zdecydowanie nie lubią dużo wody. Takim okazał się np. P. moctezumae. Zapewne dlatego niektórym doskonale rośnie na różnego rodzaju skałkach, gdyż ma tam duży dostęp do powietrza, a wilgoć jest z podsiąkania i przechodzi wolniej jak przez podłoże. Mój niestety pewnego dnia umarł. Z drugiej strony wychodzi na to, że P. laueana lubi nieco więcej wilgoci i o wiele gorzej znosi długie okresy bez podlewania. Powinien mieć stale wilgotne podłoże, a w okresie spoczynku już raczej nie stać w wodzie. Jeszcze gorzej na to reaguje P. macrophylla, który był ciągle beznadziejny kiedy zmniejszyłem mu wilgotność. Postawiony w terrarium na podwyższeniu, stojąc stale w wodzie, znowu odżył. Także nie pasuje on zupełnie do wymagań innych tłustoszy. Jednak kiedy zacznie wchodzić w spoczynek powinno się go wysuszyć, tego z P. laueana już robić nie należy. Gatunkami bardzo wdzięcznymi okazały się: P. cyclosecta, P. moranensis, P. esseriana, P. ehlersiae, P. jaumavensis i P. kondoi. Rosną w zasadzie doskonale w różnych warunkach, zarówno niskiej, jak i większej wilgotności podłoża. Mieszaniec P. gypsicola x P. moctezumae o mało mi nie padł, kiedy poszedł w okres spoczynku, a okresowo był podlewany. Powinienem był go w zasadzie nie podlewać do momentu wybudzania się. Kiedy już prawie mi umarł, z jego 7 stożków wzrostu zostały dwa, postanowiłem je przesadzić do świeżego podłoża, dużo mocniej mineralnego i to zastymulowało jego wybudzenie. Podobnie dopiero niedawno zaczął wybudzać się P. medusina, choć bez przesadzania i będąc w spoczynku miał w nosie co się dookoła niego działo. Krótkie doświadczenie mam z P. rotundiflora, który przyszedł do mnie ale był dla Carnisany. Ponieważ okrutnie się połamał w transporcie, więc go przetrzymałem. Jeszcze niedawno miałem dwie doniczki pełne dorosłych osobników, pięknych, ale poszły już do właściciela. Jednak takie mikruski mi zostały. Widać, moje warunki im bardzo odpowiadają, choć nie mają jeszcze idealnej mieszanki, taką otrzymał P. jaumavensis i zdecydowanie będę ją odwzorowywał w przyszłości. Dostałem też na odratowanie P. crassifolia, który również nie wydaje się być problematyczny. Wchodzi z spoczynek i łatwo z niego wychodzi. Rośnie powoli, ale stabilnie, jest mały i nie wiem na ile on duży rośnie. P. mirandae, który dostałem niejako w gratisie dla Carnisany doszedł jako ultra mikrus i w zasadzie niewiele od kilku miesięcy się zmieniło. Nie urósł wiele, ale może kiedyś się przełamie i wynormalnieje. P. ANPA 'C', który jakiś czas temu kupiłem, zdaje się rosnąć bez problemu, jednak nie wiem czy to jest to co dostałem, do druga roślina miała być innym ANPA, a okazał się to być P. cyclosecta. P. potosiensis, sprawia mi dalej duże problemy, najwyraźniej musi mieć wilgotniej, albo inne podłoże, bo wygląda cały czas żałośnie. W dużej donicy mam bliżej nieokreślonego tłustosza, wygląda na P. agnata, ale 100% pewności nie mam, rośnie nawet całkiem, choć nie specjalnie mi się podoba. Dostałem go wbrew woli, no cóż, trzeba go trzymać przy życiu. Moje wnioski są takie, że najlepiej byłoby zapewnić tłustoszom dostęp do naturalnego oświetlenia, gdyż wtedy będą bardziej synchronicznie wchodzić w spoczynek. P. acuminata wchodził i wychodził ze spoczynku na okrągło, aż przestał wyglądać jak P. acuminata z liścia... Jeżeli tłustosze nie będą jednocześnie wchodzić w spoczynek, to trzeba te co weszły albo izolować, albo dać na podwyższenie, w każdym razie nie podlewać na równi z tymi, które jeszcze aktywnie rosną. Najlepsze oświetlenie, to w zasadzie ok. 5 x 18W. Tyle też widziałem na takich ladach u jednego hodowcy i tłustosze rosły mu fenomenalnie. Dlatego wydaje mi się, że sam mam jeszcze za mało oświetlenia. Wybudzanie roślin to problem, bo nie do końca wiem jak to robić. Czy stymuluje je światło, czy ciepło, czy wilgoć, możliwe, że różne gatunki reagują różnie. Bo o ile światłem mogę manipulować, jego natężeniem i długością świecenia, ale z temperaturą byłoby już gorzej. Przy robieniu podłoża, dobrze jest mocno je wygnieść, kruszyć składniki mineralne jak perlit, vemikulit, lawa wulkaniczna. Dolomit zwykle jest już w proszku. Dlaczego? Gdyż po tym jak właśnie tak zrobiłem, konsystencja podłoża była o wiele lepsza dla tłustoszy, o wiele ładniejszy system korzeniowy wytworzyły te, które zostały do takiej mieszanki przesadzone. Same duże cząsteczki są nienaturalne, a korzenie wiszą w powietrzu, podczas gdy włośniki mają się chwytać otoczenia. Dlatego musi być w całej mieszance bardzo drobna frakcja obok tej grubszej. Mój początkowy błąd był taki, że do 100% mineralnego podłoża użyłem dużych cząsteczek i jedynie je wymieszałem. Miały one po ok. 2-4 mm i w zasadzie nie było frakcji drobnej. To była kosmiczna pomyłka, z bardzo pojedynczymi wyjątkami jak P. macroceras, czy P. cyclosecta, które sobie w tym jakoś radziły. Jednak znaczna większość umierała. Teraz np. P. jaumavensis, który dostał dużo lepszą mieszankę, porósł w niej jak szalony. Jak uda mi się wszystko zrozumieć, wówczas na pewno się tą wiedzą podzielę. Ta jest jeszcze fragmentaryczna i zaczynam dochodzić do tego czego posiadane gatunki potrzebują, jednak nie lubię przekazywać swoich domysłów, bo niektóre okazują się słuszne, ale inne nie i nie chciałbym, żeby ktoś zasugerował się tymi błędnymi i jego rośliny źle skończyły. Bardzo ogranicza mnie przestrzeń, bo inaczej już dawno bym wyeksperymentował co trzeba. Teraz trochę koloru. L->P P. esseriana, P.jaumavensis, P. acuminata, P. morandae, P. ANPA 'C' L->P P. ehlersiae, P. medusina, P. gypsicola x moctezumae, P. laueana, P. potosiensis L->P P. cyclosecta, P. crasifolia, P. rotundiflora, P. rotundiflora, P. laueana L->PP. kondoi, P. kondoi, P. moranensis, martwa D. falconeri. :/ P. agnata? P. moranensis P. macrophylla
  15. Widzę, że identyfikacje idą średniawo. Karaluch nie sfotografował na 100% D. oblanceolata, ona ma absolutnie inny kwiatek. Rozmyślałem nad D. communis, ale ona również ma inny kwiatek, o bladych płatkach. Podobnie nie do końca pasuje D. capillaris. Ponieważ kwiatek jest wyraźnie różowy to zarówno D. oblanceolata jak i D. communis odpadły z automatu. D. capillaris nie pasuje jednak z liścia. Tak sobie dalej gdybając pomyślałem o D. spatulata, ale tutaj nie znam lokantu o takim kształcie liści. I ostatecznie doszedłem do mieszańca: Drosera "Lantau Island, Hong Kong" = D. spatulata X oblanceolata. Pasuje zarówno kształt liścia jak i kolor kwiatka. Ale ja nie powiem na 100%, że to ten, bo nigdy go nie miałem, żeby na oczy zobaczyć. Co do pigmejki B-52, to też dobrze krążyliście, ale to nie jest ani czysta D. pulchella, ani jej mieszaniec z D. nitidula, a dużo bardziej prawdopodobne, że będzie to inny jej mieszaniec, mianowicie: Drosera pulchella x ericksoniae.
  16. Cephalotus

    Czarny rynek

    Jeżeli ktoś dobrze czuje się w j. angielskim, to polecam przeczytać zagrożenia w przypadku Pinguicula poldinii, które można znaleźć TUTAJ. (pod TREATS) Dla mniej wprawnych streszczę tylko, że ktoś pozyskał pewnego razu WSZYSTKIE dostępne torebki nasienne powyższego gatunku. Ostały się tylko te na pionowych skałach, gdzie nie można było się normalnie dostać. Kim trzeba być, aby zrobić coś takiego? Z drugiej strony autor wypowiedzi pisze, że nie widzi nic przeciwko pozyskiwaniu nasion w celach rozmnożenia i rozpowszechnienia, oczywiście w przypadku gatunków chronionych, za uzyskaniem zgody. Dodaje, że nie jest ona taka trudna do uzyskania i mógłbym się nawet z nim zgodzić. Problem to nie zgoda, a konsekwencje ze skorzystania z niej, w obrębie których jest np. pisanie rocznych sprawozdań, co się działo z takim pozyskanym materiałem nasiennym lub roślinnym... Znam jedną osobę, która tak zrobiła i pluje sobie w brodę z tego powodu. Przy czym mnóstwo wszelkich chronionych roślin na świecie hoduje się, a pochodzą z natury nie w taki sposób. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że bardzo wiele roślin owadożernych hodowanych obecnie na całym świecie, nie zostały w taki, w pełni legalny sposób pozyskane. No chyba nie ma tutaj naiwnych... Może dzbaneczniki i kapturnice mogłyby stanowić pewien przyjemny wyjątek jak już. Powodem takiego stanu rzeczy są te wspomniane wyżej, uciążliwe obowiązki następcze po takim legalnym zbiorze. Do tego udowodnienie skąd pochodzą, graniczy często z niemożliwym. Więc wiele takich czarnorynkowych roślin wszędzie po naszych hodowlach bezwiednie krąży. Nikt nie docieka, nikt nie pyta - JEST DOBRZE. Niestety, ale tak to najczęściej właśnie funkcjonuje. Można teraz rzec, że cel jest nieistotny, ważne są przepisy... niestety te często pozwalają coś legalnie zniszczyć, ale, żeby to samo uratować, to trzeba by to zrobić nielegalnie. Przykładów z życia podawać nie będę, a miałbym ich sporo. Gdyby przepisy nie tylko były ładnie napisane, ale właściwie respektowane, a do tego stworzone z myślą o ułatwieniach proceduralnych, bez nadmiernej papierologii, to wydaje mi się, że takich czarnorynkowych roślin/gatunków byłoby o wiele mniej. Dajmy na to gatunek CITESowy, czyli rzadki w skali światowej. Żeby dostać pozwolenie na jego posiadanie, należy oświadczyć, że ma się właściwe warunki do jego hodowli. Ja byłem wredny i wypisałem szczegółowo jak mam zamiar je hodować. Nawet przez sekundę się nie łudziłem, że ktoś w ogóle ma pojęcie o czym ja piszę. Dotyczyło to przecież gatunku skrajnie rzadkiego! Oświadczyłem, poprosiłem, pozwolenie dostałem. Jednorazowa kontrola... papierów przede wszystkim i sprawę mam niejako z głowy. Teraz pytanie retoryczne, czy nie mogłoby tak też być z pozwoleniami na pozyskanie np. nasion roślin chronionych celem rozmnożenia i rozpowszechnienia w hodowli? Wiele osób by to zrobiło, miało podkładkę, czyste sumienie, a urzędy dodatkowe pieniądze i zajęcie. Trzeba też wyznaczyć taką wyraźną i oczywistą granicę, kiedy ktoś pozyskuje coś z umiarem i rozmysłem, celem wprowadzenia do hodowli ogólnej i rozpowszechnienia, a celami wyłącznie zarobkowymi. Robienie czegoś legalnie wcale nie jest równoznaczne z umiarem i rozmysłem. Wydaje mi się, że właśnie z tego względu czarny rynek ma różne odcienie, czasem czerń bezwzględna, czasem idąca bardziej w kierunku bladej szarości. I co z tą edukacją? Może to zmienić tyle, że ktoś zrobi to samo świadomie, albo jak faktycznie zrozumie powagę swoich czynów, zrobi to, ale z umiarem. I na ten umiar najbardziej bym się cieszył. Bo ja doskonale pamiętam sytuację, kiedy Paź królowej był ściśle chroniony, a jego handel na Allegro był zabroniony i każde aukcje były wyłapywane przez miłośników, zgłaszane i ściągane. Po czym kilka dni później gatunek wraz z nową ustawą o ochronie przyrody został zdjęty z listy gatunków chronionych i tak jest do dzisiaj. Czyli z dnia na dzień z nietykalnego, stał się na poziomie bielinka kapustnika, można było go łapać garściami do woli. Czy to coś faktycznie zmieniło w jego liczebności, nie, ale pokazuje, jak się potrafi coś diametralnie zmienić w świetle ochrony przyrody. Teraz ma wejść ustawa, gdzie część storczyków przejdzie do gatunków częściowo chronionych. Nie dość, że już obecnie trudno niektóre jest chronić i wymierają na prawdę w zastraszającym tempie, to teraz pójdzie to w przypadku tych zdegradowanych, w tempie błyskawicznym... Jest logika, ani odrobinę. Najważniejsze w obcowaniu z przyrodą, jak i w korzystaniu z jej bogactwa jest UMIAR i SZACUNEK do przyrody. Tyle wystarczy, żeby jej nie zniszczyć. Osobiście nie wiem jak to w niektórym wpoić. :/
  17. No, czyli podejrzenia co do niektórych się sprawdzają. Ponieważ mój U. monanthos stoi na zewnątrz, toteż nie wiem jak sprawdziłby się na parapecie. Mateusz, a nie U. paulineae nie lubi przypadkiem drobnego piasku na wierzchu? Jeżeli jakoś nieco odmiennie traktujesz któryś z gatunków, typu ma stale mokre podłoże, albo okresowo go zalewasz, to dopisz to proszę. Później dodam to do zbiorku. Nie rozumiem tylko dlaczego u mojej kuzynki U. livida f Mexico się uwziął i pół kwiatka nie wytworzył. :/ Absurd, ale tak było. Genlisea też bez podwyższonej wilgotności?
  18. Te dwie świetlówki spokojnie dadzą radę, z jakiejś niedużej odległości rzędu ok 20 cm od roślin. Ja jedynie widzę problem w tym co nimi chcesz oświetlać. Rozłącznie spoko, razem, nie za bardzo. Bo muchołówkę z D. paradoxa nie trzymałbym w tych samych warunkach w zimie... Ale skoro nie zimujesz siewek, to Twój wybór. Nie wiem kiedy skiełkowały, ale jeżeli chcesz, żeby Ci normalnie rosły w przyszłości. Proponuję potem wprowadzić je w prawidłowy cykl roczny.
  19. Oki, będzie dodane oraz poprawione. No mnie szokował efekt z U. livida "Mexico", bo cała 20 cm donica, pękata od liści i ani pół kwiatka... Totalnie niezrozumiałe. Ale on był okresowo zalewany. Wiele z tych roślin była hodowana przez moją kuzynkę, nie przeze mnie, ale skorzystałem z okazji, aby jej dać trochę ciekawych roślin, a dla siebie i innych zrobić eksperyment. Akurat ten U. livida za nic nie chciał u niej zakwitnąć. Może podlewany przez podsiąkanie, lub np. krótkotrwale wystawiony na zewnątrz zakwitnie. U. bisquamata domyślam się, że to jest doskonałe miejsce dla niego, ale sam swojego trupka wystawiłem na parapet, gdzie odżył, ale do kwitnienia jeszcze mu trochę daleko. Jako, że domysłów nie publikuję, a sprawdzoną wiedzę, to nie mogłem go umieścić. Teraz go dodam. Wiem, że będzie więcej informacji od innych osób i o to chodzi.
  20. Hejka, tak sobie pomyślałem, że może wypadałoby się podzielić pewnym dość użytecznym fragmentem wiedzy, na temat pływaczy i kilku żenlisei, które chętnie lub bez większej trudności zakwitną na południowym parapecie. Oraz tych, które próbowano hodować na parapecie, ale nie chciały kwitnąć, choć może i nawet osły dobrze. Hodowla na parapecie południowym, to doniczka z odpowiednią mieszanką dla danego gatunku i standardowymi warunkami południowego parapetu, z założenia po stronie wewnętrznej cały rok. Temperatury pokojowe lub okresowo zewnętrzne, ale zakładajmy, że poniżej 10-15*C nie spadają, bo chodzi głównie o hodowlę parapetową, nie zewnętrzną. Poniższa lista będzie z czasem uzupełniana myślę, że również z Waszą pomocą. Warunek umieszczenia gatunku na liście to: 1. roślina musi być z rodzaju Utricularia sp. lub Genlisea sp. i bez większych trudności kwitnąć na parapecie. Ewentualne, okresowe, mniej chętne, mniej obfite kwitnienie warto zaznaczyć. 2. dopuszczalny wariant hodowli parapetowej, to otwarte akwarium, ale żadne wycudowane terraria, chłodzone, etc. to już nie. Dodam jeszcze, że niektóre odmiany, lokanty, choć gatunek jest ten sam, kwitną mniej, lub bardziej chętnie, albo w ogóle mogą nie kwitnąć na parapecie, dlatego warto zaznaczyć o jaki lokant lub odmianę chodzi. Umieszczając gatunek / lokant, warto dodać czy ma jakieś dodatkowe, nieproblematyczne preferencje, jak np. bycie stale pod wodą, piasek na powierzchni, etc. Może to być warunek częstszego lub obfitszego kwitnienia, a nie sprawia trudności w zapewnieniu. NA PARAPECIE ZAKWITNĄ: GENLISEA: G. hispidula (bez lokacji) - kwitnie chętnie, bez trudności, zawiązuje nasiona, w okresie letnim ceni sobie bycie na zewnątrz G. hispidula 'Mkambati' - kwitnie niechętnie G. hispidula 'Pretoria' - kwitnie niechętnie, w okresie letnim ceni sobie bycie na zewnątrz G. lobata x flexulosa - kwitnie chętnie i obficie na parapecie, poza akwarium, bez podwyższonej wilgotności. G. subglabra - kwitnie chętnie, zawiązuje nasiona UTRICULARIA: (często pływacze kwitną w drugim roku po zarośnięciu doniczki, rzadko w tym samym) U. alpina - kwitnie chętnie, zwykle jednorazowo w roku, wypada traktować go jak epifita, lubi nie koniecznie pełne słońce, jednak nie ma co dawać mu za dużej ilości podłoża, gdyż wówczas może zejść w głąb podłoża. Zapewnić stale mokre podłoże. Nie wystawiać na zewnątrz. U. alpina x endresii - kwitnie dość chętnie, zapewne jeden raz do roku, w warunkach akwariowych, z nieco podwyższoną wilgotnością (ale zapewne bez tego też dałby radę). U. arenaria - kwitnie chętnie, raczej pojedynczo, preferuje cienką warstwę drobnego piasku na wierzchu. U. biloba - kwitnie chętnie, mało obficie, lubi być okresowo zalewany 0,5-1cm wody (woda wysycha, kilka dni i znowu zalewamy), obficiej kwitnie będąc latem na zewnątrz U. bisquamata "Baines Kloof" - kwitnie chętnie, niezbyt obficie w warunkach obniżonej wilgotności, znacznie chętniej i obficiej w warunkach akwariowych. U. blanchetii 'white flower' (patrz U. parthenopipes) - kwitnie chętnie, obficie U. calycifida - kwitnie okresowo, dość dobrze, zdecydowanie chętniej w większej ilości ciepła i wilgoci w powietrzy, stąd akwarium byłoby lepsze U. chrysantha - kwitnie chętnie, obficie, bardzo atrakcyjnie; pędy są długie, mogą wymagać podpory. U. cornuta - kwitnie chętnie, przez pewien okres w roku, ma wysokie pędy, wymaga podpierania. U. delicatula - kwitnie raczej rzadko, pojedyncze kwiatostany, warunki akwariowe, warstwa drobnego piasku na wierzchu. U. dichotoma (bez lokacji) - kwitnie chętnie, zwykle w pewnym okresie w roku, mało obficie. Kwitnie chętniej i obficie trzymany latem na zewnątrz, im większa doniczka, tym więcej kwiatów. U. firmula - kwitną chętnie, mało obficie, wymagają podpór. Często wypada je podhodować w terrarium, a na kwitnienie wystawiać na parapet. Ze względu na małe liście, mineralizacja wierzchniej warstwy podłoża im szkodzi. Warto podlewać od góry płucząc w ten sposób podłoże. U. laxa - kwitnie rzadko, pojedynczymi kwiatostanami. Prawdopodobnie potrzebuje mocnego światła słonecznego do kwitnienia. Warunki akwariowe. U. livida (standardowy klon) - kwitnie chętnie, różnie obficie. U. livida f. mexico - kwitnie dość chętnie, w warunkach akwariowych, (będzie aktualizacja w przyszłości, jak oficie). U. longoflia (standardowy klon) - kwitnie chętnie, przez pewien okres, ale długo i wybitnie atrakcyjnie. Nie wystawiać na zewnątrz. U. minutissima "Gunung Jerai" - kwitnie chętnie, dość obficie, lubi cienką warstwę drobnego piachu na powierzchni, kwiatki są krótkotrwałe, mogą być mało atrakcyjne. U. minutissima "Gunung Tahan" - kwitnie chętnie, obficie, bardzo atrakcyjnie. U. monanthos - kwitnie chętnie, mało obficie, lubi dużo wilgoci, warunki akwariowe (takie były zgłoszone). U. nephrophylla - kwitnie chętnie, średnio obficie, warunki akwariowe. U. parthenopipes (często mylony lub skrzyżowany z U. blanchetti "white flower", niemal niemożliwy do odróżnienia, bo dziwni ludzie go wydzielili chyba) - kwitnie chętnie i obficie, praktycznie na okrągło. U. paulineae - kwitnie rzadko, mało obficie, rośnie powoli. Lubi mieć piaseczek na wierzchu podłoża. Warunki akwariowe. U. prehensilis - kwitnie pojedynczo, okresowo, kwiaty z natury czepiają się innych roślin otaczających, bezwzględnie wymaga podpory; preferuje mieć stale mokro. U. pubescens - kwitnie chętnie, nie obficie, raczej okresowo. U. pusilla - kwitnie chętnie, średnio obficie, warunki akwariowe. U. sandersonii - kwitnie chętnie, najczęściej obficie i długo. U. uliginosa - kwitnie chętnie, dość obficie. Lubi piasek na wierzchu oraz poziom wody blisko powierzchni podłoża, lub na jej poziomie. U. uniflora - kwitnie chętnie, obficie, lubi cienką warstwę piachu na wierzchu podłoża U. warburgii - kwitnie rzadko, mało obficie, warunki akwariowe. U. welwitchii - jak U. firmula U. spec. Hermanus - kwitnie bardzo niechętnie, pojedynczy kwiatostan, warunki akwariowe. U. spec. Kerala (możliwe, że to jest ta sama roślina co U. spec. Hermanus, pomyłka?)- kwitnie pojedynczo, dość trudno NA PRAWAPECIE RACZEJ NIE ZAKWITNĄ (LUB W TRAKCIE SPRAWDZANIA): GENLISEA: G. pygmaea (w hodowli błędnie nazywana G. filiformis) - rośnie dość dobrze, raczej nie kwitnie, albo nie otwiera kwiatków. G. margaretae - rośnie dość dobrze, nie kwitnie, wymaga ponownego, lepszego sprawdzenia. UTRICULARIA: U. appendiculata - rośnie słabo, nie próbować na parapecie U. dichotoma "Cheshunt" ? rośnie doskonale nie kwitnie, zapewne woli chłód w nocy, gdyż na zewnątrz, stojąc w wodzie blisko poziomu podłoża i w lekkim ocienieniu, kwitnie, lecz nie obficie. U. fulva - rośnie okresowo dobrze, w okresie cieplejszym, ale jednak słabo, lubi dużo ciepła U. pentadactyla ? - (dopóki nie zakwitnie komukolwiek, nie wiadomo co to za gatunek), rośnie doskonale, ale nie kwitnie. U. praelonga - prawdopodobnie będzie kwitł, trzeba poczekać na potwierdzenie U. simulans - rośnie dość dobrze, nie kwitnie, lubi dużo ciepła U. tricolor - rośnie bardzo dobrze, nawet wypuszcza pędy, jeszcze nigdy żadnego nie otworzył, chyba mało ludzi na świecie potrafi zmusić go do kwitnienia jakoś. U. tridentata - rośnie bardzo dobrze, ale nie kwitnie, (w ogóle bardzo trudno zmusić go do kwitnienia) Lista wraz z nowymi informacjami będzie rozbudowywana. Ostatnia aktualizacja: 22:33, 24.09.2014
  21. No niestety, przeżywałem podobne rzeczy u siebie. Było dobrze, potem mnie nie było, więc się popsuło, potem rok się naprawiało i znowu było dobrze. Znowu mnie nie było, więc się ususzyło, znowu zepsuło i mogę powiedzieć, że przez cały okres studiów tak to u mnie wyglądało. Ale mam nadzieję, że jako, iż mają wiele litrowy zbiornik wodny i niezmienne warunki, to kolejny rok będzie drugim z rzędu korzystnym dla moich cefalków. Szkoda, że Twój się popsuł, bo początki były genialne i spodziewałem się, że w końcu zobaczymy całe dno porośnięte gęstym dywanem dzbanków.
  22. Cephalotus

    Czarny rynek

    Zdecydowanie świadome kupowanie z takiego źródła, jedyne co zrobi, to nakręci rynek, a to absolutnie niczemu dobremu nie służy. Jedyne wyjście to kupowanie roślin z wiadomych, sprawdzonych źródeł. Żeby takie były jakkolwiek konkurencyjne dla roślin skłusowanych, powinny starać się dawać racjonalne ceny, choć jak coś jest zabrane z natury z minimalnym nakładem pracy, to każda cena będzie dawać zysk. Do tego w naturze rzadkich roślin będzie zawsze za mało na zaspokojenie popytu ludzi, to temu i tamtemu padnie dana roślina, to zachce sobie mieć kolejną. Oczywiście zawsze znajdą się takie osoby, które sobie będą zbierać po osobniku z danej lokalizacji, bo dla nich nie tyle roślina jest cenna, co jej pochodzenie i liczba lokacji na liście. Czasem takie zbieractwo ma uzasadnienie, częściej jednak nie ma i jest to zwyczajne kolekcjonerstwo. Dla kupowania roślin zkłusowanych, do tego rzadkich, wolno rozmnażających się w naturze, dla zaspokojenia własnego widzimisię, to nie ma najmniejszego usprawiedliwienia. W przypadku storczyków jest jeszcze inaczej. Mianowicie kiedy widzę wielotysięczną produkcję danej rośliny, łany danego gatunku, a cena jest przerażająca, to pytam się, ale o co chodzi. A no chodzi o to, że jak komuś zależy na pieniądzu, to jak sprzeda jedną roślinę za 200 zł, to się mniej napracuje jak sprzeda 4 po 50 zł. A na takich po 200 zł zarobi tyle samo, co na tych po 50 zł. Więc cen nie zniża. Rośliny zalegają, ale co tam. Obserwowałem podobne zjawisko w jednym z Polskich sklepów, gdzie storczyk był za 80 zł. Ktoś miał go w ofercie dostępnych ze 200 roślin. I tak nie ruszał ceny latami. Teraz widzę, że roślin na zdjęciach ma ze 400-500, bo się storczyk namnożył, więc, żeby zyskać miejsce, oferuje go poniżej wartości, bo za 20 zł... Można, można, tylko dlaczego wtedy, kiedy już zaczyna miejsca brakować pod inny towar... Możemy jedynie za siebie i swoje podejście ręczyć. Inni mogą mieć zupełnie odmienne priorytety do naszych. Jeżeli roślina dostała nazwę hodowlaną, została zarejestrowana jako odmiana lub jest krzyżówką, wówczas ochrona jej nie dotyczy wcale. Czyli nawet naturalne krzyżówki nie podlegają ochronie, dopóki nie uzna się ich za odrębny gatunek i nie wprowadzi na listę. To samo tyczy się ochrony przyrody w Polsce. Storczyka zerwać nikomu nie wolno, ale mieszańca owszem, jego prawo nie chroni, chyba, że znajduje się na terenie prawnie chronionym, wówczas wszystko podlega ochronie.
  23. Cephalotus

    Czarny rynek

    Czarny rynek jest, był i będzie, dopóki ceny rynkowe nie będą na tyle atrakcyjne, żeby potencjalnym kupcom nie opłacało się kupować kłosowane. Niestety, szczerze wątpię, aby dzbaneczniki osiągnęły takie ceny... Jedni odmówią świadomie, inni kupią od pośrednika, nie mając o procederze pojęcia. To żadna nowość, w świecie storczyków jest dokładnie to samo. Co natomiast boli bardziej, to fikcyjna ochrona i pobieranie opłat z nią związanych, typu CITES. Może dużo do czynienia ze sprowadzaniem gatunków CITESowych nie miałem, ale tyle co wiem, to na pewno instytucjom biorącym udział w takiej "ochronie", wcale na faktycznej ochronie takich gatunków nie zależy. To frustrujące, bo gdyby choć część z wydanych pieniędzy szła na jakąś ochronę naturalnych ekosystemów, ale tak nie jest. Poza tym, bądźmy szczerzy, w przypadku roślin ochrona CITES, to taka trochę bujda na resorach. Wystarczy poszukać po przeciętnych ogrodach kto ma przebiśniegi i jakiekolwiek zezwolenia na ich posiadanie, w tym oczywiście CITES.
  24. Otwieramy ankietę na "Roślinę Września 2014"Zdjęcia przedstawiające rośliny, na które możemy oddać swoje głosy znajdują się TUTAJ. Ze względu na opóźnienie, głosowanie potrwa do 05.10.2014. do godziny 23:59. (Przepraszam, pochorowałem się.) Bieżące wyniki do czasu zakończenia głosowania będą ukryte. Zgodnie z regulaminem w edycji wrzerśniowej oceniamy rośliny i ich kondycję. Przypominamy, że nie można głosować na własne zdjęcie! Zdjęcia niedopuszczone do głosowania: morakam - brak jakiejkolwiek nazwy rośliny. (polecam poczytać regulamin, bo to już drugi raz z rzędu, jak nie spełniasz wymogów regulaminowych) comandos21 - jeden dzban to nie 3/4 rośliny. ------------- Zwycięzca konkursu otrzyma zestaw roślin od firmy Carnisana. I miejsce: Sarracenia hybride Sarracenia x chelsonii Sarracenia psittacina Drosera oblanceolata Drosera paradoxa Dionaea muscipula 'Kinchyaku' Dionaea muscipula 'Trev's Red Dentate' - absolutna nowość w CarniSanie, Big Mouth x Red Piranha Dionaea muscipula 'Louchapates' Rozmiary doniczek na zdjęciu - 12, 8,5 i 5,5 cm średnicy I miejsce: Drosera oblanceolata Drosera paradoxa Dionaea muscipula 'Royal Red' Dionaea muscipula 'Dingley Giant' Dionaea muscipula 'Denate Form' Rozmiary doniczek - 5,5 cm średnicy III miejsce: Pięć ładnych muchołówek, ale nieopisanych:) Rozmiary doniczek - 5,5 cm średnicy Zapraszamy do zapoznania się z aktualną ofertą firmy!
  25. Cephalotus

    Witam

    Witamy ba forum.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.